Wychowawca alfa albo autorytet epistemiczny. TataF

Wychowawca alfa albo autorytet epistemiczny. TataF
Świetny dydaktyk może być kiepskim wychowawcą i odwrotnie. Obie funkcje mogą się uzupełniać, ale i wykluczać. Tymczasem w polskich szkołach najczęściej wychowawstwo przyznawane jest rotacyjnie i wiąże się z funkcjami administracyjnymi. A dziś jak chyba nigdy wcześniej potrzebujemy pedagogów pełniących rolę team makerów, liderów, mentorów, coachów.

W klasie mojej córki panują minorowe nastroje. Zbliża się doroczny szkolny turniej “zbijaka” zwanego “grą w dwa ognie”. Rywalizują ze sobą trzy klasy z jednego poziomu. Podczas wszystkich poprzednich turniejów klasa mojej F zajmowała trzecie (czyli ostatnie) miejsce. – Pewnie tym razem też przegramy. A nasza pani pewnie znowu nie przyjdzie albo będzie gadała podczas meczu cały czas z innym nauczycielem.” – smuci się F w trakcie przedsennych pogawędek. – A pani z tej drugiej klasy prawie łamie sobie nogi tak bardzo kibicuje. I krzyczy podpowiadając jak maja grać – F emocjonuje się i wyskakuje z łóżka żeby pokazać, jak tamta wychowawczyni szaleje. – Wpadłyśmy z koleżankami na pomysł, żeby zaprosić panią studentkę z którą mieliśmy zajęcia i była taka miła. Wcale nie krzyczała na nas podczas lekcji. Myślimy też, by chodzić po szkole od nauczyciela do nauczyciela i pytać czy by nam nie kibicował. – kwituje córka ponuro. W jednej krótkiej historyjce mamy jak w pigułce dwie postawy wychowawcy. Mówi Wam to coś?

Między ciocią, a ekonomem
Myślę, że praca nauczyciela wychowania wczesnoszkolnego to jeden z najtrudniejszych fachów edukacyjnych. Na pozór to kaszka z mlekiem. Dzieciaki na początek wpatrzone są w “naszą panią” jak w obrazek. Zwłaszcza te, które maja za sobą przedszkole, gdzie miały do czynienia z “ciociami”, co to przytulą, wytrą nosek i pobujają huśtawką. Jednak ten kredyt zaufania się szybko kończy. Obecne maluchy należą do pokolenia Y oraz pokolenia R. Trudno w ich przypadku mówić o autorytecie deontycznym, gdzie ktoś ma rację, bo jest ustanowiony “szefem”. Tutaj trzeba być autorytetem epistemicznym. Trzeba zdobyć merytoryczną wiarygodność i dopiero wtedy jest się uznawanym za “szefa” klasy. Zresztą sami rodzice mają podobny problem z ustalaniem hierarchii w rodzinie, w której dorośli są informatycznymi imigrantami, a dzieci tubylcami. To trochę, jak we wspólnocie pierwotnej, gdzie samiec lub samica alfa muszą zębami i pazurami wywalczyć sobie pozycję przewodnika stada.

Niestety – albo stety – nie daje się tego uzyskać poprzez wprowadzanie pruskiego drylu i stawianie do kąta za karę. To już nie te czasy i krzycząc ze złości można usłyszeć od kilkuletniego ucznia, że “mnie to wali”. Trzeba “puszczać z tyłka confetti” – jak mówi znajoma nauczycielka. Starać się. Pokazać im radość zdobywania wiedzy. Kształtować balans pomiędzy obowiązkiem, a przyjemnością. Trudno to zrobić wyznając zasadę “podaję do nauczenia i egzekwuję wiedzę”. Te dzieciaki szybko się nudzą, trudno jest im się skupić. Ale łatwo też przegiąć w drugą stronę. Być “dobrą ciocią” i zatrzymać w zdobywaniu samodzielności i dorastania do ‘szoku czwartej klasy”. Prawda, że brzmi jak wyzwanie dla supernauczyciela?

Ogień i woda
Nie wiem jak tego dokonać. Sam bym tego nie potrafił i pewnie dlatego nie zostałem pedagogiem. Ledwo udaje mi się być znośnym ojcem F, tak duża dzieli nas przepaść pokoleniowa. Bujam się pomiędzy postawą partnerską, a autorytarną – z nie zawsze dobrym skutkiem. Ale są nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej, którzy mają to “coś” i nie są dla nich problemem różnice pokoleniowe. “Nadanżają” i “ogarniają” utrzymując autorytet i dobre relacje z maluchami. Mimo że socjologowie zapisują zwykle nauczycieli do pokolenia baby boomers lub pokolenia X.

Tacy pedagodzy świadomie socjalizują podopiecznych w czasach, gdzie bardzo wielu chłopców i dziewcząt to samotne atomy. Dobrzy wychowawcy tworzą społeczność, gdzie każdy czuje się częścią grupy. Każdy, łącznie z “naszą panią”. Nie mówią “nie martwcie się, w tym roku MACIE szansę wygrać mecz, może będzie lepiej”. Mówią: “Mecz MAMY w tym roku szansę wygrać, a jak nie wygramy to będziemy walczyć do końca”. W końcu nauka przegrywania też jest ważna. I każdą porażkę można przyjąć, jeśli lider zespołu angażuje się tak samo, jak najmniejszy trybik w machinerii. Skacze z radości z wygranej i płacze w razie klęski.

Jednocześnie tacy nauczyciele nie odpuszczają sfery dydaktycznej. Potrafią zainspirować, i zmotywować. Pokazać satysfakcję z dobrze wykonanej pracy oraz poznawania świata i ludzi. Często wymagają wiele, ale nie tylko od dzieci, ale i od siebie samych. Zostają po lekcjach, organizują wyjścia w weekendy. Dostrzegają to i cenią zarówno uczniowie, jak ich rodzice.

Keating & Watson
To pierwsze lata szkolnego życia kształtują uczniów na długie lata nauki i wpływają na to, jakimi jesteśmy potem pracownikami. Dobry nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej to zatem skarb, czasami niedoceniony przez dyrekcję szkoły, kolegów ze starszych klas, władze oświatowe i rodziców. Przecież ta “pani-zero-trzy” tylko cały dzień siedzi na dywanie i klaszcze w ręce śpiewając “Stary niedźwiedź”. Prawda?

A przecież taki nauczyciel wykazuje się kompetencjami, które poza murami szkoły są wysoko wyceniane w brzęczącej walucie. Skarbem na rynku pracy jest manager, który ma w małym palcu – mówiąc slangiem HR-owców – team building, leadership, coaching, mentoring. Nie przez przypadek na szkoleniach dla managerów bywa analizowany przypadek filmowych nauczycieli z charyzmą – Johna Keatinga czy Katherine Watson.

Doświadczeni nauczyciele przedmiotowi mówią, że od razu można poznać, “po kim” dostają uczniów w klasie czwartej. Jaki dobry jest nauczyciel od zerówki do trzeciej klasy, tak też dobre będą stworzone przez niego zespoły klasowe. Czy klasy są zgrane, czy wewnętrznie skonfliktowane. Czy rozwiązują problemy siłowo, czy kompromisowo. Czy potrafią skupić się na zadaniu, czy są uznane za “niegrzeczne”. Czy “dają radę” w starszej rzeczywistości szkolnej, czy są klasycznymi “nieogarami”.

Trzeba tutaj przyznać, że w starszych klasach też zdarzają się tacy “urodzeni wychowawcy”. To oni wgrywają szkolne plebiscyty na najbardziej lubianych nauczycieli. Jednak można spokojnie “odpuścić” sobie wartościowe “wychowawstwo” w klasach IV-VI podstawówki, gimnazjum i szkole ponadgimnazjalnej. Ważne, żeby usprawiedliwienia były w dzienniku wpisane na czas.

Rzeźbienie liderów
Czy można coś zrobić, żeby system edukacji dostrzegał i doceniał dobrych wychowawców? Niewiele da się zrobić “na już” na poziomie edukacji wczesnoszkolnej. Nawet jeśli zobaczymy, że któryś nauczyciel się “nie nadaje”, to przecież go nie wymienimy. Po trzech latach różnych prób zmiany w klasie F straciłem nadzieję, że w obliczu problemów sam nauczyciel może być elastyczny i się dostosować do nowej sytuacji. Czekam po prostu końca trzeciej klasy, “modląc się”, aby nowy wychowawca okazał się bardziej kompetentny “wychowawczo”.

W starszych klasach oraz gimnazjach, liceach, technikach można byłoby żonglować wychowawstwami przydzielając je tylko prawdziwym “wychowawcom alfa””. Tyle, że mało która szkoła ma takie możliwości osobowe. A nauczyciele często nie walczą o wychowawstwo, bo finansowo gra nie jest warta świeczki.

Można więc inwestować w szkolenia z “miękkich kompetencji”, jednak tutaj barierą może być niechęć części nauczycieli do samokształcenia. Musiałoby to jednak mieć formułę stałych warsztatów, a nie “szkolenia na radzie pedagogicznej” raz na ruski rok.

Może więc trzeba po prostu zainwestować w przyszłość. Skupić się na innego niż do tej pory kształtowania przyszłych nauczycieli. Do weryfikacji predyspozycji do zawodu także pod względem “liderowania”. Także do zmian w programach nauczania, aby zwiększyć wagę “działań wychowawczych” w programie studiów.
Jedną z możliwych opcji byłoby wprowadzenie znanych z innych krajów etatów “wychowawców”, którzy nie będą dydaktykami i jednoczesnego zwiększenia zakresu godzin pracy z klasą. Coś podobnego wprowadzono jakiś czas temu dla starszych klas w szkole F. Jednak tam eksperyment zakończył się fiaskiem. Moim zdaniem z tego powodu, że wychowawca miał przypisaną więcej niż jedną klasę w tym samym poziomie. A jak się okazuje potrzeba posiadania “naszej pani” jest duża także u starszych uczniów.

TataF

Comments

comments