“Ida” – historyczny kluczyk

Oskarowa “Ida” to dość uniwersalna opowieść fikcyjna, a nie film oparty na faktach. Jednak jest zakotwiczona w polskiej historii najnowszej. Pojawiają się głosy, że dla publiczności światowej powinny pojawić się przypisy “o co chodzi w tej fabule” z punktu widzenia faktografii. Jak by taka errata historyczna może wyglądać? Spróbujmy spojrzeć na „Idę” z punktu widzenia historyka.

Uwaga, tekst zawiera spoilery.
Z punktu widzenia fabuły scenariusz “Idy” jest dość prosty i linearny. W połowie lat 60-tych młoda nowicjuszka Anna przed złożeniem ślubów wieczystych zostaje wysłana do najbliższej rodziny. Jedyną krewną okazuje się ciotka. To “Krwawa” Wanda Gruz – pani prokurator, która dokonywała mordów sądowych w czasach stalinowskich. Ujawnia, że są z pochodzenia Żydówkami, a pozostała część rodziny zginęła w holocauście. A Anna tak naprawdę ma nazywa się Ida Lebenstein. Wizyta w Piaskach pod Łomżą, rodzinnej wiosce ujawnia, że rodzinne gospodarstwo przejął sąsiad Feliks Skiba – rdzenny Polak. Ukrywał rodzinę Idy i Wandy przed Niemcami. W dalszej części okazuje się mordercą, który zabił większość ukrywanych. Idę, która była wtedy niemowlęciem oddał na wychowanie do katolickiego klasztoru. Była prokurator popełnia poruszona odnalezieniem szczątków swojego dziecka popełnia samobójstwo. Popatrzmy na postaci dramatu. Czy są one reprezentatywne?

Polacy ukrywający Żydów
Wbrew krążącym stereotypom Polska nie była jedynym krajem okupowanej Europy, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Jednak tylko w Generalnej Guberni i na terenach przyłączonych do Rzeszy przestrzegali prawa co do joty. Śmierć groziła nie tylko ukrywającemu, ale także całej jego rodzinie. W takich wioskach jak Piaski stosowano dodatkowo zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Gdyby Niemcy odkryli, że rodzina Skibów ukrywa Lebensteinów – zginęli by nie tylko oni, ale także ich sąsiedzi. Ilu Polaków ukrywało zagrożonych śmiercią współobywateli? Z powodów oczywistych można tylko szacować tę liczbę. Jak podaje serwis Wirtualny Sztetl po wojnie ustalono nazwiska 900 osób, które zostały zamordowane za pomoc Żydom. Dla porównania przyznawany za pomoc ocalonym izraelski tytuł “Sprawiedliwi wśród Narodów Świata” otrzymało 6394 Polaków, ale Historyk Gunnar S. Paulsson szacuje, że w sumie zasłużyło na niego około 100 tysięcy osób. Podobnie wyglądają szacunki samych Ocalonych. Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej było ich między 20 tys. a 100 tys. osób.

Polacy zabijający Żydów
Według Żydowskiego Instytutu Historycznego Polacy wydali Niemcom od 20 do 30 tysięcy Żydów. Liczbę “szmalcowników” w Warszawie szacuje się na 3-4 tysiące osób. Jednak Feliks Skiba nie był typowym “szmalcownikiem”, który czerpał korzyści materialne z powodu wydawania ukrywających się hitlerowskiemu okupantowi. W filmie nie przedstawiono motywów, dla których zabił rodzinę Lebensteinów. Podobnie jak nie przedstawiono motywów, dla których zaczęli ukrywać wcześniejszych sąsiadów. Jednym z potencjalnych motywów zabójstwa mogłoby być wyczerpanie zasobów finansowych ukrywanych: “nie mają z czego zapłacić za przechowywanie, to ich zabijemy”. Innym – chęć przejęcia gospodarstwa rolnego. Jeśli jednak taka była motywacja – to wtedy Skibowie przecież od razu by zabili Lebensteinów. Inna rzecz, że zwykle pomoc żydowskim sąsiadom była bezinteresowna. Badaczka Holocaustu Nechama Tec na podstawie wywiadów z Żydami, którzy przeżyli okupację w Polsce, opisała zachowania gospodarzy, którzy ich ukrywali. Z jej wyliczeń wynikało, że 84 proc. z nich pomagało bezinteresownie albo nie traktowali pieniędzy jako warunku pomocy. 11 proc. pomagało za pieniądze, a 5 proc. stanowili ludzie, którzy zdradzili, wyzyskali lub oszukali Żydów.

Żydowska zakonnica
Czy jest prawdopodobne, że Anna przez ponad 20 lat wychowywała się wśród sióstr zakonnych, nie wiedząc o swoim pochodzeniu? Wbrew pozorom nie była to rzadka sytuacja, że żydowskie dzieci były przechowywane przez księży i zakonników. Kościół katolicki pomimo panującym w dwudziestoleciu silnym tendencjom antysemickim, zaangażował się w pomoc Żydom w całej Europie. W Polsce w ramach pomocy zorganizowanej m.in. przedstawiciele Kościoła wyszukiwali schronienie dla ukrywających się Żydów. Zagrożone dzieci zwykle umieszczano w sierocińcach, klasztorach i rodzinach polskich, dostarczając fałszywe dokumenty. Jak podaje Portal Społeczności Żydowskiej Jewish.org.pl sama Irena Sendlerowa, która uratowała 2500 dzieci z warszawskiego getta miała korzystać z pomocy klasztorów w Warszawie, Chotomowie i Turkowicach. Jak podaje Katolicka Agencja Informacyjna, 27 polskich żeńskich zgromadzeń zakonnych uratowało w ten sposób podczas niemieckiej okupacji około 700 dzieci. Część z uratowanych dzieci po wojnie była wychowywana przez rodziny chrześcijańskie bez świadomości swego pochodzenia. Najbardziej znana jest chyba historia księdza Romualda Waszkinela, który dopiero w 1978 roku dowiedział się o swoich żydowskich korzeniach. Biologiczna matka Batia Weksler przed likwidacją ghetta oddała go na wychowanie chrześcijańskim sąsiadom, a potem została zabita w obozie koncentracyjnym. w Sobiborze. Kiedy poznał całą prawdę, dodał do swojego imienia i nazwiska imię i nazwisko biologicznego ojca i znany jest jako ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel.

Żydowscy komuniści
“Krwawa” Wanda Gruz bez wyrzutów sumienia mówi o tym, że zaangażowała się w budowę komunistycznej Polski. Jej pierwowzorem była prawdopodobnie Helena Wolińska czyli Felicja (Fajga) Danielak. Jako stalinowski prokurator wojskowy doprowadziła m.in. do skazania na śmierć w sfingowanym procesie dowódcy Armii Krajowej generała Augusta „Nila” Fieldorfa. Z dzisiejszego punktu widzenia Wanda Gruz stanowiłaby uosobienie mitu “żydokomuny”. Prof. Paweł Śpiewak rozprawił się w swojej monografii na jej temat z faktograficznymi podstawami mitu. Jednak przyznaje też, że w latach 1944-1945 na 450 osób pełniących najwyższe funkcje w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (od naczelnika wydziału wzwyż) 167 (37 proc.) było pochodzenia żydowskiego. Niezależnie od faktów osoby pochodzenia żydowskiego na eksponowanych stanowiskach budowały wizerunek władzy “niepolskiej”. Filmowa Wanda Gruz mimo, że ma poczucie władzy i znajomości w jej organach – w czasie fabuły filmu nie jest już prokuratorem. Zapewne została usunięta ze stanowiska w ramach narastających nastrojów antysemickich w partii komunistycznej. Gdyby nie popełniła samobójstwa, pewnie musiałaby wyjechać z Polski po marcu 1968 roku, podczas antyżydowskiej nagonki wywołanej przez I Sekretarza KC PZPR Wiesława Gomułkę. Tak, jak wyjechała historyczna Helena Wolińska. Można tylko domniemywać, że w rzeczywistości “Krwawa Wanda” pojechałaby do Piasków pod Łomżę szukać swojego dziecka zaraz po wojnie. I pewnie nie wahałaby się, aby odpłacić rodzinie Skibów śmiercią za śmierć.

Dobra historia?
Każdy historyk oglądając “Idę” musi zawiesić na kołku na swoją wiedzę o Polsce pod okupacją niemiecką 1939-45 i pod władzą komunistyczną w latach 1944-68. Inaczej w fabule w zamierzeniu uniwersalnej, natyka się na mielizny scenariuszowe. Dlaczego “Krwawa Wanda” czekała ponad 20 lat na poznanie prawdy? Z jakiego powodu Skiba zabił Lebensteinów, mimo że wcześniej ich ukrywał? Moim zdaniem trudno dostrzec tutaj prawdę historyczną, ale też i psychologiczną. Na szczęście amerykańskiej Akademii te mankamenty nie przeszkodziły, aby przyznać polskiemu filmowi pierwszego Oskara dla filmu nieanglojęzycznego.

Komentarze

Komentarze