|
Zagadnienia związane z medycyną ekologiczną poruszają całą lawinę problemów – z jednej strony, praktyczno - teoretycznych dociekań naukowych, z drugiej, dylematów metodologicznych, a nawet etyki zawodowej.
Diagnostyka i profilaktyka
To, że środowisko wywiera wpływ na organizm człowieka, a nadto jest przyczyną wielu chorób, wiedzieli już starożytni lekarze; rodzaj klimatu i otoczenia pacjenta był wskazówką dla rozpoznania przyczyny choroby, a informacje o trybie życia i sposobie odżywiania się zawężały listę możliwych źródeł powstania schorzenia. Wraz z rozwojem medycyny upadło wiele błędnych mniemań dotyczących składu organicznego czy budowy układów ludzkiego ciała. Z pojawieniem się środków farmakologicznych powoli kończyła się epoka „prawdziwej” diagnostyki opartej na poszukiwaniu przyczyn - tych, leżących w człowieku jako indywiduum, jak i tych środowiskowych. Rozwój nauki od XVII wieku, w tym medycyny i nauk jej pokrewnych, to czas tryumfu teorii nad praktyką, uniwersalizacji nad rozpatrywaniem poszczególnych przypadków. Ponadto, postęp praktyki klinicznej nieodmienne towarzyszący sukcesom wiedzy teoretycznej przyczynił się do rozpowszechnienia i umocnienia pozycji, jaką w leczeniu zajmowały środki chemiczne, głównie leki uśmierzające, uspokajające, a także antybiotyki. Trudno omówić wartości medykamentom nierzadko ratującym życie ludzkie, a odkrycie szczepionek ukazało prawdziwą wagę profilaktyki, takiej, która leżała w zamyśle pierwszych „naukowych” lekarzy. Przypomniano sobie, że lekarz może nie tylko leczyć, ale i zapobiegać. Nie była to jeszcze etiologia z prawdziwego zdarzenia – wykrycie odpowiedzialnych za dysfunkcje drobnoustrojów wywołujących choroby oraz umiejętność wzmagania odporności na nie, nie usuwało prawdziwych przyczyn, które często leżały w złym odżywianiu, głodzie, nieludzkich warunkach życia, zwłaszcza w środowiskach miejskich, w braku higieny i ogólnym zanieczyszczeniu ekosystemów. Czynniki te wywoływały epidemie, przyczyniały się do rozwoju chorób przewlekłych – większość z tych chorób, a także kilka nowych, zidentyfikowanych, nazywa się dziś chorobami cywilizacyjnymi i powszechnie uważa się, że są one niezbywalnym bagażem postępu cywilizacyjnego.
Holistyczne ujęcie schorzenia
Mniemanie takie jest w połowie uzasadnione, a w połowie nie – opinii, zarówno w części weryfikującej, jak i falsyfikującej, dostarcza medycyna ekologiczna. Jej stanowisko można wyrazić w pytaniu: czy można wyleczyć człowieka, nie „lecząc” jednocześnie środowiska? W tym przypadku „leczenie” nie oznacza jednak zastosowania doraźnych środków „maskujących” problem, a nie go rozwiązujących. Medycyna ekologiczna jest krytyką wymierzoną zarówno w medycynę klasyczną, jak i farmację w jej dzisiejszym kształcie. Choroby cywilizacyjne, nazywane tak nie bez powodu, to z jednej strony efekt degradacji środowiska naturalnego spowodowanej nadprodukcją przemysłową i mechanizacją transportu; z drugiej, nieprawidłowa dieta i tryb życia mieszkańców krajów wysoko rozwiniętych oraz problemy żywieniowe i bytowe wielu regionów świata. Holistyczny sposób podejścia do leczenia, jaki postuluje medycyna ekologiczna, oznacza przede wszystkim poprawną diagnozę, na którą składa się nie tylko opis symptomów i wyniki przeprowadzonych badań, ale także wnikliwa charakterystyka genotypowa i fenotypowa pacjenta, przy czym ta druga odsyła nas do szczególnego wpływu środowiska na jednostkę, w której rozwinęła się choroba. Wskazanie na uwarunkowanie genetyczne, właściwości nabyte oraz czynniki środowiskowe są zatem tym, czego wymaga pełna, całościowa diagnoza, która pozwala uchwycić istotę niedomagania.
Natura już sobie nie radzi
Przekonanie o tym, że pacjenta można wyleczyć za pomocą naturalnych metod, było podstawą medycyny za czasów Hipokratesa. Oznaczało to, że odpowiednia dieta może zastąpić leki, a równowaga pierwiastków, z których składa się człowiek może zostać przywrócona bez ingerencji lekarza. Za najlepszego lekarza uważało się natomiast takiego, który nie tyle potrafił wyleczyć, co raczej zapobiec chorobie. Głównym orężem w walce ze schorzeniem była dietetyka, podstawą wyrokowania – etiologia, w ramach której adepci sztuki lekarskiej mieli obowiązek zapoznać się ze słynnym traktatem: O powietrzu, wodach i miejscach, zawierającym opisy wpływu klimatu na kondycję psychiczną i fizyczną. Kontynuatorka tego podejścia – medycyna ekologiczna – nie jest już w tak komfortowej sytuacji, jak lekarze antyczni. Żeby natura znów mogła leczyć, sama musi być najpierw „uleczona”, a do tego daleka droga. Na problem związku zdrowia człowieka i stanu środowiska zwrócili uwagę naukowcy badający przyczyny alergii – toksyczne związki zawarte w powietrzu i wodzie osłabiały powoli system odpornościowy, środki ochrony roślin i konserwanty wywołały wzrost nietolerancji na pokarm; to, co kiedyś nazywano naturalnym dobrem przysługującym każdemu człowiekowi, stało się źródłem szkodliwych substancji, ubogich w potrzebne dla rozwoju składniki mineralne i witaminy. Organizm przestał nadążać z neutralizacją toksyn, brak odpowiednich mikroelementów powodował wyjałowienie i osłabienie wydolności układów. Lekarze wnioskują stąd: przyczyna chorób leży w środowisku, jeśli nie przyczyna ostateczna, to przynajmniej taka, którą trzeba usunąć, aby można było mówić o postępie medycyny.
Metoda i autorytet
Zmiana podejścia lekarzy, skupienie uwagi na problemach ekologicznych, jako bezpośrednich przyczynach chorób przewlekłych, to poważna rewolucja w metodologii medycyny, nastawionej dotąd w większej mierze na usuwanie zaobserwowanych skutków sposobem „inwazyjnym” – farmakologicznym. Metoda medycyny ekologicznej to nie tylko usuwanie przyczyn powiązanych ze złym stanem środowiska, to przede wszystkim zapobieganie poprzez dostarczanie organizmowi odpowiedniej ilości substancji odżywczych. Nowe podejście jest w rzeczywistości powrotem do pierwotnego zamysłu, wedle którego medycyna to rodzaj edukacji prozdrowotnej, a nie kliniczna terapeutyka. Choć postulaty medycyny ekologicznej zdobywają coraz więcej przychylnych głosów, trudno przyjąć, że są one „zauważone” w środowisku lekarskim, a zwłaszcza farmakologicznym. Niełatwo pozbyć się uwielbienia dla starej, dobrej pigułki przynoszącej ulgę w cierpieniu. Nikt nie twierdzi, że leki są złe same w sobie, nie zawsze są jednak konieczne i niezbędne. Można się zgodzić, że zmuszeni do ostateczności, sięgamy po tabletki i iniekcje, ale dlaczego mamy czekać do ostateczności? Zdrowie nie jest dobrym samopoczuciem, ale samodyscypliną, która powinna towarzyszyć nam na co dzień. Z czasem może się okazać, że nie trzeba żyć „od choroby do choroby”, ale że można cieszyć się pełnią życia.
Źródła informacji:
Marian Wesoły, Hipokrates z Kos [w:] Powszechna encyklopedia filozofii, Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwenu, Lublin 2003 http://www.ekozdrowie.com.pl/Publikacje/medekol.htm http://www.ekoquchnia.pl/?p=301 http://www.ecomed.org.uk/about-the-society/ecological-medicine http://www.teva.pl/u235/navi/31627
A. Mathiesen
|