Skocz do zawartości


Szukaj artykułów


Zobacz pozostałą treść



Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu Wydział Leśny
ul. Wojska Polskiego 28
60-637 Poznań
Uniwersytet Zielonogórski
ul. Licealna 9
65-417 Zielona Góra
Politechnika Rzeszowska im. I. Łukasiewicza
Al. Powstańców Warszawy 12
35-959 Rzeszów
Politechnika Poznańska
pl. Skłodowskiej-Curie 5
60-965 Poznań
Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
al. Niepodległości 10
61-875 Poznań
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie
ul. Nowoursynowska 166
02-787 Warszawa

* * * * *

Problem z przerwą świąteczną albo edukacyjny folwark

przerwa świąteczna MEN nauczyciel ferie wolne

Tym, co najbardziej poraża w „aferze leniwych nauczycieli”, to traktowanie pedagogów przez ich – jak by nie było – przełożoną. Pani minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska zdaje się czasem traktować pedagogów in germio niczym fornal chłopów pańszczyźnianych z socjalistycznej czytanki. Jak mówił stary dowcip: „Cyryl, jak Cyryl, ale te metody...”.
- Nauczyciele powinni pracować dłużej niż pracują dzisiaj – usłyszeliśmy niemal rok temu. To była jedna z pierwszych wypowiedzi Joanny Kluzik-Rostowska jako świeżo powołanej minister edukacji narodowej. Pani minister precyzowała w wypowiedzi dla radia RMF.FM: - Nauczyciele powinni pracować efektywnie do czterdziestu godzin tygodniowo.

W tej wypowiedzi zawiera się kwintesencja sprawowania urzędu w oczach Pani Minister Kluzik-Rostowskiej. Brak „czucia” organizmu szkolnego i jego codzienności, nerwowy chaos w podejmowanych decyzjach i stawianie się w roli obrońcy interesu rodziców oraz dzieci przed rzekomymi zagrożeniami ze strony nauczycieli. Nadały one styl w ciągu kilkunastu miesięcy wszystkim „gorącym” tematom edukacyjnym – począwszy od „darmowego podręcznika”, przez zamieszanie z sześciolatkami w pierwszych klasach, boje wokół zapisów Karty Nauczyciela, a skończywszy na trwającej właśnie burzy wokół „zbyt długiej przerwy świątecznej”.

Kto zajmie się biednymi dziećmi?
Brak znajomości specyfiki sektora edukacji wypominano Joannie Kluzik-Rostkowskiej w chwili powołania do służby w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Pojawiały się zarzuty, że nie jest nauczycielką i jedyną jej kwalifikacją pedagogiczną jest posiadanie trójki dzieci. Z mojego punktu widzenia to, że minister edukacji narodowej nie jest nauczycielem, to nie jest wielka wada. Czasami spojrzenie z zewnątrz pomaga w lepszym spojrzeniu na całość problemu i oderwaniu się od partykularnych interesów. Na przykład śp. Franciszka Cegielska była świetnym ministrem zdrowia. Jednak co pomyśleć o Minister Edukacji Narodowej, która po roku pracy na tym stanowisku nie wie, jak wygląda opieka nad dziećmi w szkołach, kiedy nie odbywają się zajęcia dydaktyczne?

Gdyby Pani Minister Kluzik Rostkowska wiedziała jak się sprawy wyglądały do tej pory, to w swoim sławetnym liście nie grzmiałaby, że szkoły „mają obowiązek zająć się uczniami w czasie przerwy świątecznej”. Jasne że mają. Robią to nawet, jeśli nie ma to najmniejszego sensu ekonomicznego – kiedy np. opieki wymaga jedno dziecko, do pracy przychodzi dyrektor szkoły, pani ze świetlicy, sprzątaczka, portier, trzeba uruchomić ogrzewanie, zużywa się prąd. Do tej pory jakoś wszystko się układało w szkołach, nie słychać było masowych protestów rodziców. Dopiero w tym roku ponoć takie głosy zaczęły docierać do ministerialnego ucha.

Nie tu tkwi sedno problemu. Zwłaszcza, że zarządzona przez Panią Minister opieka trwająca od godz. 8.00 do 13.00 jest średnio interesująca dla pracujących rodziców. I tak muszą wziąć urlop lub zapewnić opiekę na resztę dnia. Gdyby sięgnąć do źródła, pojawiłby się problem świetlic szkolnych. Niedoinwestowanych, przepełnionych, ze zbyt skąpą obsadą personalną. Tutaj jest miejsce na energiczne ministerialne kroki. Ale niestety ich podjęcie wymagałoby nieco więcej wysiłku i pieniędzy, niż wystosowanie listu i uruchomienie infolini. Nic więc dziwnego, że dyrektorzy i nauczyciele na słowa "Macie prawo, by nauczyciele zaopiekowali się waszym dzieckiem podczas przerwy świątecznej", odpowiadali sobie „tak - wiemy”. Widocznie Pani Minister nie wiedziała.

Ministra chaosu edukacyjnego
Drugim z problemów MEN pod obecnymi rządami jest zupełny brak całościowej koncepcji, przygotowania zmian, oceny potencjalnych skutków, konsekwencji w prowadzonych działaniach. Zdaje się dominować działanie ad hoc, bez ładu i składu. „Hej siup, zróbmy darmowy podręcznik”. „Hip hip hurra, wprowadźmy 40 godzinny tydzień pracy dla pedagogów”.
To problem także z tegoroczną, ponoć za długą przerwą świąteczną.

Jak to było w zeszłym roku? Trwała ona od poniedziałku 23 grudnia 2013 roku. Dwa poprzedzające dni to sobota i niedziela, zatem także wolne. Formalnie przerwa kończyła się we wtorek 31 grudnia 2013 roku, zatem przy noworocznej środzie 1 stycznia 2014 wychodziło w sumie 12 dni przerwy, z czego siedem ustawowo wolnych dla całego społeczeństwa. W tym roku media podniosły aferę, ze jest to 18 dni wolnych. Ale się wybyczą Ci nauczyciele, prawda? Ale w tych 18 dniach aż podczas 10 wolne ma także pozostała część społeczeństwa. Można powiedzieć – rok temu szkoła nie pracowała w ciągu pięciu dni „roboczych”, a teraz ośmiu. Ale dwa z tych dni spokojnie mogłyby być robocze w szkołach gdyby nie... wrześniowa decyzja Pani Minister. Zarządziła ona trzy miesiące temu, że przerwa ma się zaczynać 22 grudnia. A teraz w wypowiedziach dla prasy mówi, że jednak lekcje powinny być do 23 grudnia.

Pewnie to i racja. Ale może trzeba było o tym pomyśleć zawczasu? Ktoś może w Ministerstwie powinien analizować takie sytuacje. Znajdować potencjalne problemy wynikające z nałożenia kalendarza roku szkolnego na kalendarz świąt państwowych. Tego, że przyznane do ustalenia indywidualnie w danej szkole dni wolne zajęć od zajęć dydaktycznych będą wykorzystywane do budowania „mostów” i tworzenia „długich weekendów”. Podobnie zresztą, jak robią w podobnej sytuacji pracownicy mogący brać urlop w dowolnym terminie.

Słowem – w Ministerstwie Edukacji Narodowej ktoś powinien „ogarniać temat”. Może wtedy nie byłoby podobnych problemów, jakie pojawiły się teraz? Ale czyją winą jest powstałe zamieszanie? Czyżby dyrektorów szkół i nauczycieli?

Młot na nauczycieli
- Mój list wywołał taki niepokój nauczycieli i wielką radość rodziców – cieszy się Pani Minister Kluzik-Rostkowska. Nauczyciele się oburzają, związki zawodowe protestują, dyrektorzy klną po kątach. Czytając wiele wypowiedzi Pani Minister w czasie sprawowania jej urzędu, można uważać, że o polskich nauczycielach ma jak najgorsze zdanie. Stawia się w roli tarczy oraz miecza rodziców i dzieci broniących przed złymi nauczycielami.

Taka postawa przekłada się na jakość dialogów z pedagogami. Używanie w liście formy „WY” przez wielu odbiorców było poczytane jako wyraz arogancji i braku szacunku. Wprowadzenie infolinii dla rodziców „gdyby coś w waszej szkole było nie tak”, zostało jednoznaczne odebrane z kolei jako ewidentny wyraz braku zaufania do dyrektorów szkół i nauczycieli. Naprawdę Pani Minister tak chce się komunikować z rodzicami i nauczycielami? Przy pomocy donosów? A gdzie miejsce na systemowy nadzór pedagogiczny, podległy Pani Minister?

Powstaje kluczowe pytanie, czy tak powinna wyglądać optymalna współpraca przełożonego i pracowników? Niczym ekonoma z PRL-owskich czytanek, motywującego „cwanych”
chłopów pańszczyźnianych kopniakami i uderzeniami bata? Gdyby taka sytuacja zdarzyła się w komercyjnej firmie, być może zasługiwałaby na proces o mobbing. Jakoś nie chciałbym pracować w firmie, w której szef co chwila mi dogryza „ale pracuj lepiej, bo jesteś leń i kombinator”.

Treść i forma wielu ministerialnych wypowiedzi publicznych, na żadnego chyba nauczyciela nie działa motywująco. Bo nie ratują sytuacji dopowiedzenia „ale są dobrzy nauczyciele”. Czy Pani Minister by chciała, żeby Premier Rządu RP powtarzał publicznie „moi ministrowie pracują za mało intensywnie, chociaż są i tacy którzy są bardzo pracowici”? A może pani Kluzik-Rostkowska jako matka by chciała, żeby nauczyciel jej dzieci mówił do klasy „uczniowie nie pracują tyle ile powinni, ale oczywiście są chlubne wyjątki”?

Dobry nauczyciel jeśli nawet tak uważa, to stara się znaleźć pozytywną motywację, żeby zmienić stan rzeczy. Nie narzeka, z jaką to kiepska klasą przyszło mu pracować. Ile by chciał świetnych rzeczy zrobić, ale materiał ludzki taki kiepski... Moim skromnym zdaniem wprowadzanie pruskiego drylu i nagminne obsztorcowywanie podopiecznych niezbyt się sprawdza zarówno w relacjach nauczyciel-uczniowie, jak i minister-nauczyciele. A pomiatanie nauczycielami przez Ministra Edukacji Narodowej wpływa także na postrzeganie nauczycieli przez rodziców. Co bynajmniej nie sprzyja budowaniu partnerskich.

Pozytywna motywacja i okazywanie szacunku potrafi zdziałać cuda. Od wielu nauczycieli słyszałem opinię „gdyby to było inaczej wprowadzone, inaczej przekazane, to nikt by nie protestował”. Także w przypadku wpadki z niewłaściwym ustawieniem kształtu tegorocznej przerwy świątecznej.

Zobacz "Długa laurka na Dzień Nauczyciela"
  • Magdalena Cylka lubi to


7 Komentarze

Moim zdaniem nie było by całej afery gdyby nie tak późna data wprowadzenia tego zarządzenia. Podam mój własny przykład. Do 4 grudnia na tablicy ogłoszeń widniała informacja o wolnym dla nauczycieli. 30 listopada wykupiliśmy wyjazd w góry i nagle 5 grudnia Pani Minister ogłasza, że dzieciom trzeba zapewnić opiekę. Czy ktoś mi zwróci zaliczkę, którą wpłaciłem na urlop???? KPINA, jeden bierze zegarki za dziurawe drogi, inny z dnia na dzień zmienia decyzję, oto nasz rząd, który sami wybraliśmy. Dlaczego tego nie ogłoszono we wrześniu? Czyżby jakaś akcja przed wyborami? Normalny pracodawcy byłby zmuszony zwrócić mi tą zaliczkę ale szkoła nie ma takiego obowiązku bo są to dni wolne od zajęć a nie od pracy. Idąc tą drogą w wakacje również nie można wykupić żadnych wczasów, ponieważ Pani Minister może ogłosić zarządzenie, że trzeba iść do pracy. Chore. I co najlepsze w jednej ze szkół na 450 dzieci zgłosiła się potrzeba opieki nad dwójką dzieci!!!!!!! WOW, ale wybory już za rok:)

    • Agnieszka Szewczyk lubi to

Ja myślę, że w temacie czasu pracy nauczycieli rozmowa publiczna sprowadza się do swego rodzaju ping-ponga. Nauczyciele wykrzykują jak wiele pracy to nie mają a reszta irytuje się na tydzień pracy belfrów nie do końca znając realia. Myślę, że czas najwyższy na poważną debatę nad kartą nauczyciela i jej sensem

    • Agnieszka Szewczyk lubi to
Zdjęcie
Ryszard Nowak
11 gru 2014 22:42

HYMN NIEROBÓW NAUCZYCIELI PRZED STRAJKIEM sł. i muz. Ryszard Nowak

 

Z polskiej szkoły wyszliśmy tu do Was

Wypoczęta kadra nierobów.

Bo jak każdy obywatel pamięta,

W edukacji wakacje i święta.

 

Co możemy tak zdziałać w nauce,

Kiedy każdy z nas chodzi jak święta krowa.

A tu przecież jest parcie na wiedzę,

Belfrom jednak nic robić się nie chce.

 

Trzeba bata by porządnie pogonić,

Karę wszystkim stosowną zasolić.

Ścisnąć wszystkich by im tylko przypomnieć,

Jesteś wart jak nic o tym nie wspomnisz.  

 

Więc nie buntuj się inteligencjo

Nie wiesz tego co wiedzą na górze.

Oni są siłą nieodepchniętą

Przez lud szary nie będą kopniętą.

 

Jeśli chcesz być wciąż nauczycielem

Musisz wartości swe w kieszeń schować.

Staniesz się zwykłą szmatą w tej pracy

A nie uczniów codziennym bohaterem 

Myślę, że trzeba wyraźnie wypunktować kilka rzeczy:

1. Obowiązek zapewnienia opieki w przerwie świątecznej funkcjonował od dawna. Chociaż wielu uważa, moim zdaniem słusznie, że obowiązek ten nie powinien funkcjonować w Wigilię.

2. Jeśli szkoły nie respektowały tego obowiązku, to oczywiście błąd. Jeśli pani minister rzeczywiście miała takie sygnały od rodziców, należało zwrócić się bezpośrednio do szkół, ewentualnie kuratoriów oświaty, zamiast omijać w dyskusji jedne z najbardziej zainteresowanych stron - szkoły i nauczycieli właśnie.

3. Czas na tego rodzaju "przypomnienia" był podczas zatwierdzania kalendarza roku szkolnego, ale wtedy nie byłoby to tak medialne.

4. Pani minister sukcesywnie i metodycznie działa na niekorzyść relacji na linii szkoła-rodzice, podsycając funkcjonujące w społeczeństwie mity typu: nauczyciele pracują 18 godzin tygodniowo, mają za dużo wolnego, mają za dużo przywilejów.

5. Pani minister tego rodzaju działaniami wprowadza tematy zastępcze, ponieważ nie ma pojęcia, jak konstruktywnie dyskutować o problemach w polskiej szkole. Nie pyta o opinie samych nauczycieli, dzieci posyła do szkół prywatnych, nie wie, jak funkcjonuje szkoła publiczna i nie ma woli, aby się tego dowiedzieć.

    • Agnieszka Szewczyk lubi to

Problemem polskiego szkolnictwa jest brak spójności na każdym poziomie rozważań. Zaczynając od braku spójności w programach szkolnych, gdzie na jednym etapie jest np. niemiecki, a w liceum np. angielski itd. nie mówiąc o braku kontynuacji programów. Jeśli ktoś nie wyrobi programu w klasie 5 to w 6 idzie się od nowa z programem pomijając często nie omawiane tematy. Kolejnym punktem jest słabe wynagrodzenie nauczycieli, szczególnie tych początkujących i temat czasu ich pracy. Dla przykładu moja żona cały miniony weekend, dosłownie cały spędziła na wystawianiu ocen opisowych, opisała 250 dzieci. W ten weekend sprawdza prace klasowe bo się semestr kończy, dwa weekendy zmarnowane, ale nikt tego nie policzy, pytanie dlaczego? Do tego dochodzą problemy na linii ministerstwo-szkoły i robi się niezły bajzel. 

    • Agnieszka Szewczyk lubi to

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ludzie są tak bezmyślni, że usłyszeli coś co powiedziała pani minister i już robią z tego aferę, nie zastanawiając się, że przecież o to jej chodziło. Jak zwykle brakuje u nas w kraju rozmów i debat na istotne tematy. wszystko załatwia się aferami i poprzez skłócenie środowiska. Skłóconym narodem łatwiej się rządzi!

Zdjęcie
Sebastian
17 gru 2014 09:51

Pani Ewo, najfajniejsze w akcji jest to, że ważna debata właśnie wybuchła. Oby nie była to tylko rozmowa między samymi nauczycielami albo pyskówki rodzice-nauczyciele. :)