Skocz do zawartości


Szukaj artykułów


Zobacz pozostałą treść



Uniwersytet Gdański Wydział Filologiczny
ul. Stwosza 55
80-952 Gdańsk
Uniwersytet Zielonogórski
ul. Licealna 9
65-417 Zielona Góra
Uniwersytet Warszawski Wydział Geologii
ul. Żwirki i Wigury 93
02-089 Warszawa

- - - - -

O co chodzi temu Szczęsnemu?

list życzenia MEN

Promocja portalu Edukacja.net? Prowokacja? Podsycanie wojny między nauczycielami, a rodzicami? Wywoływanie nienawiści do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Po czyjej tak naprawdę stronie jest ten Szczęsny? Takie głosy pojawiają się od samego początku akcji “Dzwonimy do Pani Minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej w Wigilię o godz. 13.00”. W domyśle “dlaczego ten facet zorganizował wydarzenie na FB”. Najprostsza odpowiedź brzmi “bo nie zrobił tego nikt inny”.
Pozwoliłem sobie złożyć Pani Minister Kluzik Rostkowskiej życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia - także w imieniu tysięcy nauczycieli chcących porozmawiać ze swoją Szefową w dniu Wigilii. Spodziewałem się, że u części uczestników akcji wywoła on spory opór. Tak też się stało - Nie podoba mi się składanie życzeń w naszym imieniu. To nie moje życzenia i czuję się oszukana. Czemu miała służyć ta akcja? Promocji? - pisze jedna z nauczycielek w ramach wydarzenia na Facebooku. Wypadałoby odpowiedzieć na te zarzuty,

Skąd ta akcja?
Od początku pisałem, że pomysł dzwonienia do pani Minister nie jest mój.Stworzyłem wydarzenie na Facebooku. Bardzo szybko pojawił się w jego opisie tekst, wyjaśniający jak ją rozumiem. Napisałem, że nie o to chodzi, aby zatkać centralkę telefoniczną Ministerstwa Edukacji Narodowej. Oczywiście - dzwońmy do Pani Minister! Zatkajmy tę centralkę. Oby się udało. Łatwo dać “lajka”, trudniej podjąć realne działania. Sam wykonam telefon w Wigilię o 13.00 Jednak świetnie zdaję sobie sprawę, że znikome jest prawdopodobieństwo dodzwonienia się w tym samym czasie przez tysiące osób pod ten sam numer telefonu.

Hasło “dzwonimy do pani Minister…” to nośny szyld akcji społecznej, w której najbardziej chodzi o obronę dobrego imienia nauczycieli. Niezbyt agresywne, lekko ironiczne. Podziałało. Uczestników wydarzenia na FB przybywało i obecnie sięga niemal 10 000 osób. Dużo? To jedynie nieco ponad 2% polskich nauczycieli. Mało? Profil na FB Związku Nauczycielstwa Polskiego polubiło pięć razy mniej, a nauczycielskiej “Solidarności” aż 20 razy mniej. Czy cieszę się z tego? Średnio. Chciałbym, aby związkowe informacje docierały jak najszerzej. Sukces naszej akcji pokazuje jednak, że merytoryczna dyskusja prowadzona pod chwytliwym szyldem może w dobie social media przyciągnąć zainteresowanie nauczycieli, innych internautów oraz mediów. Co ważniejsze - trudno takie pospolite ruszenie zignorować także Ministerstwu Edukacji Narodowej.

Co to daje?
Być może część z uczestników naszej akcji po prostu chce dać upust złym emocjom wywołanym przez bezsensowne i nieuczciwe działania Ministerstwa Edukacji Narodowej. Część żółci wylało się w komentarzach na Facebooku. Były także złe emocje ze strony komentatorów - czasami rodziców, zarzucających nauczycielom postawę roszczeniową. Wystarczy zajrzeć do naszego wyboru wypowiedzi z Facebooka.

Może ktoś inny na moim miejscu by na tym poprzestał. Wywołać szum. Aby nauczyciele nagadali się, wygadali, zadzwonili w Wigilię i naubliżali do słuchawki. A 7 stycznia 2015 r. poszli na lekcje do klasy i siedzieli sfrustrowani. Obrażając się na wrednych rodziców, aroganckie Ministerstwo oraz interesownych dziennikarzy. Ja jednak wolę wszędzie szukać pozytywnych stron. Także w dotychczasowych efektach akcji.

Po pierwsze nauczyciele myślący podobnie zobaczyli, że nie są sami. Jest ich tysiące korzystających z Facebooka. Pewnie znacznie więcej tych, którzy po cichu popierają akcję. Ale na przykład nie chcą, aby zobaczył ich “lajka” dyrektor szkoły. Poczucie solidarności, wspólnoty - to jest chyba jakaś wartość?

Po drugie Ministerstwo Edukacji Narodowej zobaczyło, że kiedy pokaże się nauczycielowi “idź do kąta”, to nie zawsze pójdzie tam bez słowa. Ma swoje zdanie. Nie wiem, czy nasza akcja wpłynęła na zmianę tonacji wypowiedzi ministerialnych. Od “rodzice macie prawo” z listu otwartego do “w zasadzie nasz list to był taki apel”. Ministerstwo się nie przyznaje do błędu, ale właśnie to można usłyszeć dzwoniąc na ministerialną infolinię. Jeśli przyczyniły się do tego nasze publikacje i Państwa głosy, to chyba warto było “robić zadymę w Internecie”?

Po trzecie charakter akcji i udział tysięcy uczestników sprawiły, że zainteresowały się nią media nieedukacyjne. Wiele z publikacji jest rzetelnych, odbiegających od schematu, który dominuje zwykle w mediach, który wyraża się w sakramentalnym “a gdzie była wtedy szkoła?” w reportażach o młodocianych przestępstwach. Prosze sprawdzić, jakie czytelnictwo i oglądalność mają media, które zamieszczają informacje o akcji. Budowanie pozytywnego wizerunku nauczycieli w społeczeństwie to długa droga. Między nami mówiąc - powinno tym zajmować się samo MEN. Jeśli jednak każdy z nas położy swoje ziarenko na szali - nauczyciele, rozumni rodzice, świadomi dziennikarze i samorządowcy - to może za parę lat uda się uciec od stereotypu “leniwego nauczyciela”.

Kim jest ten facet?
Jestem dziennikarzem portalu edukacyjnego. To że pracuję w mediach jako założyciel akcji - na pewno działa na moją niekorzyść. Może podważać wiarygodność i skłaniać do szukania “drugiego dnia”. Wielu dziennikarzy w całej Polsce sporo zrobiło w ostatnich latach, aby przeciętny nauczyciel nie miał za grosz zaufania do tej grupy zawodowej. Nie dziwię się, jeśli ktoś posądza mnie o autoreklamę.

Nigdy jednak nie ukrywałem tego, że jestem dziennikarzem. Mam klawiaturę, kamerę i nie waham się ich użyć. Pisałem o oświacie i nauczycielach przed akcją, w czasie akcji i będę pisał po akcji. To mój zawód. Jeśli dzięki niej przeczytało więcej osób moje artykuły - wypada mi się tylko cieszyć. Jeśli ktoś po zakończeniu akcji będzie czytał artykuły, tym większa moja radość. To coś złego? Jednocześnie wielokrotnie zachęcałem uczestników akcji do pisania o tym, co ich frapuje. Do chwalenia się swoimi osiągnięciami. Takie czasy, że rozgłos ma swoją cenę. A skoro portal Edukacja.net odwiedzają rodzice nauczyciele, maturzyści - mam wrażenie że jest dość wartościowa platforma dyskusji o polskiej oświacie.

Po czyjej jestem stronie? Po stronie zdrowego rozsądku. Bliska mi jest maksyma “Always stay on issue, not on person”. Liczy się dla mnie to, co w danej sprawie moim zdaniem jest prawdziwe i słuszne. Nie to, “kto to mówi”.

Dlatego właśnie ułożyłem życzenia do Pani Minister - także nieco samozwańczo w imieniu tysięcy nauczycieli. Poczytałem chyba wszystkie wypowiedzi podczas akcji i wiele z nich jest merytorycznych. Chcę być ich wyrazicielem. Chyba warto, aby usłyszała je Pani Minister Joanna Kluzik Rostkowska. I aby spróbowała na nie odpowiedzieć. Ci, którzy są podobnego zdania co ja - pewnie także wyciągną rękę z opłatkiem i dołączą się do moich życzeń. Wszystkich innych rozumiem. Trudno jest przekazywać znak pokoju komuś, kto wcześniej tysiąc razy nam udowadniał, jak mało się z nami liczy.


1 Komentarze

Akcja okazała się skuteczna medialnie. Teraz ważne jest by ją wykorzystać, dla merytorycznej debaty o szkolnictwie w Polsce, nie tylko o pracy w wigilię