Zalety i wady ocen punktowych z zachowania

Punktowy system ocen z zachowania obowiązuje w Polskich szkołach niemal powszechnie. “To stosowanie tresury. Zaprzeczenie całej idei wychowania. W dodatku zupełnie nieskuteczne, bo uczące patologicznych zachowań” – uważa autor publikacji “Program wychowawczy szkoły”, prof. dr hab. Bogusław Śliwerski, przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk.

Uczeń dostaje za dobre zachowanie punkty dodatnie, a za złe ujemne. Na koniec semestru i roku następuje bilans. Odpowiednio do liczby zebranych punktów przyznawana jest ocena z zachowania. Na pierwszy rzut oka brzmi sensownie…

Nie, zdecydowanie nie brzmi sensownie,

Dlaczego? Przecież nasza dorosła codzienność to zbieranie punktów – programy lojalnościowe, projekty grywalizacji, systemy ocen pracowniczych…
Nie brzmi sensownie, bo mówimy o dzieciach, które są na etapie kształtowania osobowości. Nie brzmi także sensownie, bo podobne działania nie mają odpowiedniego sensu, wartości, znaczenia wychowawczego. To próba instrumentalnego warunkowania jak przy tresurze zwierząt, na zasadzie kar i nagród. Pies zrobi, co chce treser – dostaje ciasteczko. Pies nie słucha tresera – dostaje karę. Takie reguły obowiązują w więzieniach, gdzie za dobre zachowanie więzień dostaje przepustkę. Nie wolno tak postępować w szkole w XXI wieku. Poza tym każdy z nas jest inny i na takie same bodźce reaguje inaczej. Część uczniów przejmie się punktacją, dla innych będzie drugorzędna, bo motywują ich odmienne działania. Nie da się nas wsadzić w szufladki, opisać cyframi.

Nawet jeśli założymy, że takie systemy są wątpliwe etycznie, to jednak efekt zostaje uzyskany – uczniowie starają się postępować zgodnie z regułami.
Naprawdę chcemy tego, aby wychowywać w polskich szkołach potulnych poddanych? Po kolei biernie poddających się nauczycielowi, szefowi korporacji lub urzędu, władzy państwowej zamiast świadomych obywateli? Być może władzom oświatowym na tym właśnie zależy, bo za chwilę będą starały się podobny system wdrożyć przy ocenianiu nauczycieli. Tak czy inaczej, to się nie uda. Behawioralny system wpływania na ludzi powoduje, że oceniający jest przekonany, że uzyskał pożądany efekt u ocenianego. Tymczasem pojawiają się zjawiska patologiczne, demoralizujące.

Jakie?
System punktowy wychowuje bezmyślnego oszusta, lenia, cwaniaka, delatora. Na przykład rozwija się sztuka przymilania się temu, kto ma władzę i może przyznać punkty dodatnie lub ujemne. Rozwija się proces “kupowania punktów”. System sprzyja donosicielstwu, szkodzenia innym. Łamaniu charakterów. Wysiłek ucznia idzie w budowanie fasady, działaniu na pokaz – tak, aby dostać nagrodę i uniknąć kary. Uczeń staje przed dylematem – dostosować się do szkolnego “prawa” nawet jeśli uznaje to za zło czy postępować moralnie, Następuje antagonizacja społeczności szkolnej. Niszczy się kapitał społeczny. Kształtowane jest zachowanie radarowe. Ukierunkowujemy uczniów nie na samodzielne działanie, autorefleksję, ale na siłę sygnału z centrum i lojalne, posłuszne, bezkrytyczne wykonywanie poleceń od decydentów.

Co konkretnie ma Pan Profesor na myśli?
Co się dzieje, jeśli uczeń dostanie minus 20 punktów za nieusprawiedliwioną nieobecność w szkole, i wie, że kolega też był na wagarach, ale ma od rodziców usprawiedliwienie? Może naskarżyć, żeby tamtego też ukarać. Może zachować lojalność wobec kolegi, ale narasta w nim poczucie niesprawiedliwości.

Ale efekt został uzyskany – uczniowie byli na upragnionych wagarach.
Pytanie, czy niebehawioralne narzędzia wychowawcze nie byłyby równie mocno, a może i bardziej skuteczne. Jeśli jest problem z opuszczaniem zajęć szkolnych, może trzeba ustalić dlaczego tak się dzieje? Zastanowić się, czy problem jest powszechny, czy może dotyczy tylko niektórych uczniów. Potem dobrać działania ukierunkowane na rozwiązanie problemu. System punktowy sprzyja uciekaniu od procesu wychowawczego. Zamiast tego sąd doraźny w postaci nauczyciela ocenia ucznia według tabelki punktowej i wydaje wyrok na miejscu. W dodatku bez możliwości odwołania. Załóżmy, że uczeń uznaje punkty ujemne za przyznane niesprawiedliwie. Do kogo ma się odwołać? Do wychowawcy albo dyrektora szkoły? Przecież w sposób naturalny przynajmniej niektórzy z nich staną po stronie koleżanki z pokoju nauczycielskiego. Już nawet system oparty o uwagi i pochwały jest bardziej sensowny, bo oceniający w kilku zdaniach musi opisać zdarzenie. Uruchamiana jest komunikacja z rodzicem i możliwość podjęcia dalszych kroków. Przy systemie punktowym często nie ma czasu ani woli komentarza do przyznanych punktów dodatnich i ujemnych. Pojawia się liczba punktów, kategoria zdarzenia i koniec. Proszę mi wyjaśnić, za jakie zachowania ucznia w szkole, które są wyróżnione w regulaminie: „1-5 pkt. za kulturę osobistą” damy 1 pkt. a za jakie 2,3, 4 czy 5? Konkretnie? Z jakiej racji w regulaminach oceny zachowania przyznaje się punkty dodatnie za udział w konkursach, olimpiadach i zawodach, skoro za to uczniowie otrzymują wyższe oceny z odpowiadającego im przedmiotu?!

Ale za to wskazuje się, że taki system jest czytelny i sprawiedliwy – wiadomo co jest dozwolone, a co nie. Jakie zachowanie jest mniej, a jakie bardziej pożądane. Wiadomo, że w różnych klasach za to samo przewinienie, jest taka sama kara. A za taki sam dobry uczynek – taka sama nagroda.
Chciałbym zobaczyć taki system punktowy, który pozwalałby na sprawiedliwą ocenę. Jak ułożyć taki dobrze działający system oceny punktowej z zachowania? To niemożliwe. Nie da się przewidzieć wszystkich zdarzeń, jakie mogą wystąpić. Pierwsza opcja to tabelka z punktami oparta na szczegółowym opisie co wolno, a co jest niepożądane. I nawet jeśli będzie 1800 pozycji zdarzeń – co samo w sobie jest niemożliwe w praktyce do zastosowania, to pojawi się 1801 zdarzenie, którego twórca systemu nie przewidział. Zatem uczeń może zrobić coś nagannego i pozostaje nieukarany. Zrobić coś pozytywnego spoza listy i system tego też nie wyłapie. Druga opcja to system ogólny, który narzuca dużą uznaniowość. Dla jednego nauczyciela długie włosy u chłopaka to “nieodpowiedni wygląd” zasługujący na punkty ujemne, inny wzruszy ramionami. W obu sytuacjach rośnie poczucie niesprawiedliwości ocen i ośmieszani są twórcy systemu. System punktowy sprawdza się chyba tylko w jednej dziedzinie życia – sporcie. Jednak tam jest oparty na wyłapywaniu błędów i prawidłowym wykonaniu jak największej liczby dokładnie opisanych akrobacji, jak w jeździe figurowej na lodzie. Życie człowieka, także w szkole, nie da się opisać tabelką z punktami.

Kodeks to kodeks, jest jeszcze stosowanie…
No tak, jedni nauczyciele są bardziej surowi i skłonni do karania. Inni bardziej pobłażliwi. System punktowy nie pozwala wychowawcy w przyznawaniu ocen końcowych z zachowania na ważenie opinii wyrażanej w uwagach i pochwałach innych nauczycieli. Ma na koniec roku bilans punktów, widełki z liczbą punktów dotyczącej oceny nagannej dobrej albo wzorowej. I trudno uciec od takiego zaszufladkowania. Nie ma też możliwości, aby system dostrzegł progres w zachowaniu. Przecież jeśli uczeń w jednym semestrze ma 20 uwag, a w drugim trzy – to chyba olbrzymi sukces, godzien nagrodzenia? W systemie punktowym bierzemy średnią z obu semestrów i poprawy w żaden sposób nie jesteśmy w stanie dostrzec.
Inny aspekt to pogłębianie dystansu między uczącym, a uczniem. Przecież zwrócenie uwagi na błąd nauczyciela – co się zdarza – może być uznane przez niektórych za brak szacunku i ukarane porcją punktów ujemnych.

Jakie konsekwencje przy docenianiu punktowym ma fakt, że tak bardzo uczniowie się różnią?
Człowiek nie jest zbiorem przedmiotowych zjawisk i stanów. Każdy z nas ma odmienny charakter, temperament. Inaczej zachowuje się flegmatyk, a inaczej choleryk czy sangwinik. Jeden zdaniem drugiego zbyt długo myśli. Drugi według tego pierwszego jest zbyt wybuchowy. Jak to wpisać w system punktowy? Weźmy pod lupę chociażby udział w różnego rodzaju konkursach, który zwykle pojawia się w tabeli z punktami dodatnimi. Jedni są bardziej, inni mniej zdolni. Ci pierwsi mają większą szansę na zostanie laureatem i zdobycie punktów dodatnich.

Można też premiować sam udział.
A co się wtedy dzieje? Dla tych najbardziej nieśmiałych zmobilizowanie w ten sposób i tak będzie problemem. Jeśli się uda – wzięcie udziału będzie większym sukcesem, niż dla śmiałych kolegów. Pojawi się w dodatku zjawisko brania udziału w konkursach nie z pasji, ale dla zdobycia punktów. To na czym powinno nam zależeć w szkole? Na pobudzaniu pasji uczniów, czy na budowie materialistycznego podejścia do rzeczywistości? Już nie wspomnę o nagradzaniu za wolontariat, gdzie płacenie za niego punktami jest zaprzeczeniem idei bezinteresowności.

Jeśli system punktowy jest tak bardzo ułomny, to może odchodzi do przeszłości?
Wręcz przeciwnie, coraz bardzo się upowszechnia. Według moich szacunków taki wewnątrzszkolny punktowy regulamin oceny z zachowania obowiązuje już w 90% szkół, a ten odsetek dalej rośnie,

Dlaczego tak się dzieje?
Bo prosty, wręcz prostacki system punktowy jest łatwy do obrony przed ewentualnymi zastrzeżeniami ze strony uczniów czy rodziców. Dlaczego uczeń dostał ocenę bardzo dobrą, a nie wzorową? Tak wyszło z punktów. Mamy system. Nie mamy dialogu, a jego prowadzenie jest trudniejsze, niż stosowanie systemu. System punktowy jest łatwiejszy od opartego o zindywidualizowany proces wychowania konkretnej osoby, oparty o analizę sytuacji, szukanie przyczyn i znajdowanie rozwiązań dla konkretnego ucznia czy uczennicy.

Duża część zarzutów, jakie stawia Pan systemowi punktowemu można odnieść i do innych systemów przyznawania oceny z zachowania. Takich, gdzie są uwagi i pochwały pisemne.
Już wspomniałem, że uwaga pozytywna czy negatywna jest wyraźniejszym sygnałem do dialogu z rodzicami, niż punkty dodatnie i ujemne. Ale tak, samo przyznawanie ocen warto zlikwidować. Moim zdaniem i zdaniem wielu innych pedagogów ocena zachowania powinna zniknąć ze szkół i świadectw. Postulował to także zjazd nauczycieli w Lublinie na początku lat 90-tych, niedługo po upadku “komuny”. Miał to być jeden z kamieni milowych odejścia polskiej szkoły od myślenia totalitarnego. Nakazywania co kto ma myśleć i robić zgodnie z narzuconymi odgórnie zasadami – przez gminny wydział oświaty, dyrektora szkoły,kuratorium czy Ministerstwo Edukacji. Mówiliśmy, że wychowanie to proces uwzględniający daną osobę. Były nawet próby likwidacji ocen z zachowania w niektórych szkołach, ale zostały zablokowane przez władze oświatowe. Minęło prawie 30 lat i jesteśmy w punkcie wyjścia. W dodatku nowy sposób oceny nauczycieli wprowadzanych przez MEN od września 2018 roku sprawi, że także w gronie pedagogicznym upowszechnią się te same patologie, które wywołuje wśród uczniów system punktowy ocen zachowania.

To co w zamian, zamiast oceny zachowania? Bo jak inaczej wpływać na ucznia, jeśli dialog ani z nim, ani z rodzicami nie działa?
Dialog nie działa, bo go nie ma, bo jest zastępowany przez doraźnie, raz w semestrze wystawianą oceną zachowania. Skoro jest prawo, to należy je stosować. Po co więc troszczyć się o rozmowy, diagnozowanie, poświęcanie czasu uczniom, którzy mają problemy egzystencjalne, często zaburzoną osobowość czy relacje społeczne, skoro mamy „kij i marchewkę”? Należy natychmiast zlikwidować ocenę zachowania, wówczas nauczyciele nie będą mieli innego wyjścia, jak zająć się wreszcie wychowaniem dzieci i młodzieży w szkole, oddziaływaniem na nich własną osobowością. Człowiek jest istotą tylko częściowo wymierną, ale w procesie wychowania nie da się zobiektywizować, sparametryzować ludzkiego sumienia, wrażliwości moralnej, prosopołeczności, patriotyzmu, dzielności itd. Skończmy wreszcie z pseudowychowaniem za pomocą oceny zachowania.

Rozmawiał
Sebastian Szczęsny

 

 

Komentarze

Komentarze