Walka z epidemią szkołoanginy – recenzja filmu “Niesforny Bram”

Walka z epidemią szkołoanginy - recenzja filmu “Niesforny Bram”
“Szkołoangina” to fajny wyraz, nadaje się do zeszytu Brama z ciekawymi wyrazami . Podobnie jak nazwisko nauczyciela – pana P.Rybki. Niestety szkoła do której trafił chłopiec za nic w świecie nie nadaje się do zeszytu z fajnymi wynalazkami. To ona wywołuje ową “szkołoanginę” za sprawą wychowawcy. Niestety chorobie ulegają także rodzice pierwszoklasisty.
Klasa pana Rybki zdaje się idealnie odpowiadać jego oczekiwaniom. Pierwszoklasiści są grzeczni, posłuszni, pilnie pracują i bez szemrania wykonują polecenia wychowawcy. O czym więcej mógłby marzyć nauczyciel z 20-letnim doświadczenie?,Taki, który niejedno pokolenie już nauczył pisać, rachować i przestrzegać reguł małej społeczności? Perfekcyjna doskonałość. Tylko Bram Baas się wyłamuje z 28-osobowej grupy klasowej. Patrzy za okno zamiast na tablicę, wierci się i macha nogami, nie rozwiązuje zadań w standardowym tempie i na dodatek ciągle coś wyleje, przewróci i zepsuje. Stanowczo Bram nie spełnia oczekiwań stawianych przez szkołę. Z wzajemnością. Brzmi znajomo?

Szkoła według Brama
Polskiemu widzowi dość łatwo wejść w realia holenderskiego filmu. W odróżnieniu od wielu skandynawskich filmów dziejących się nieco poza czasem i przestrzenią – ten wydaje się być do szpiku kości “tu i teraz”. “Niesforny Bram” opowiada o sytuacji, jaką można bez trudu spotkać w wielu polskich klasach nauczania początkowego.

Zwykle dziecko do szkoły przychodzi ciekawe świata i czerpiące radość ze zdobywania nowych informacji czy umiejętności. Jeszcze jako przedszkolak chłonie z otoczenia wszelką wiedzę jak gąbka. Taki chłopiec lub dziewczynka ma często w głowie wiadomości, jakich nie oczekuje się od stereotypowego sześcio albo siedmiolatka. Zwłaszcza jeśli dziecko wychowane jest przez świadomych rodziców. Chodziło z nimi do muzeów i galerii. Rodzina czytała razem,książki i oglądała filmy edukacyjne. W oczach kilkulatka to wszystko było takie ciekawe, ale przecież mama i tata nie są fachowcami od uczenia dzieci. Ci przecież pracują w szkołach. Przyszły uczeń wiąże więc mnóstwo oczekiwań ze spotkania z nauczycielem. Liczy, że szkoła to magiczne miejsce, gdzie pedagog nauczy je hieroglifów albo konstruować kosmiczny autobus.

Taki właśnie jest Bram. Zachwyca się tym, jak świetnie skonstruowana jest mucha. Potrafi wyszeptać “wow!” patrząc na słońce igrające wśród liści drzewa. Chciałby, żeby to szkoła była dla niego, a nie on dla szkoły.

No i Bram chciałby więcej zrozumienia dla swoich niespokojnych nóg, które nie są w stanie wysiedzieć spokojnie oraz głowy, w której nie może zapanować nad chaotycznymi myślami.

Bram według szkoły
A czego oczekuje nauczyciel od ucznia? A to już zależy jaki nauczyciel. Dobry traktuje dzieci nieszablonowo. Przyjmuje je takimi, jakimi są. Oczywiście ważna jest dla niego realizacja podstawy programowej, ale znacznie ważniejsze – aby dzieci lubiły się uczyć w szkole. Zamiast pedagogicznego monologu pojawia się dialog. Taki nauczyciel słucha, co interesuje dzieci i odpowiada na ich oczekiwania. Jeśli usłyszałby, że Bram marzy o uczeniu się hieroglifów – coś by wymyślił. Może przed poznawaniem alfabetu opowiedziałby o tym, jak wyglądało pismo i zorganizował rysowanie wymyślonego pisma obrazkowego. Pomimo tego, że w programie nauczania nie występuje nauka starożytnych liter.

Jestem przekonany, że “podstawa programowa” nie musi być wymówką i da się podtrzymać w pierwszoklasistach zapał do pracy. Nawet, jeśli w grę wchodzi wodzenie ołówkiem po szlaczkach oraz liczenie patyczków i kasztanów. Wystarczy lubić pracę z dziećmi i rozwijanie ich pasji. Wtedy proces socjalizacji, nabywanie umiejętności funkcjonowania w grupie postępuje naturalnie. Mało tego – jeśli dzieci czują się lubiane, to chętniej także przyjmują reguły ustanawiane przez wychowawcę. Znam wielu pedagogów nauczania wczesnoszkolnego z polskich szkół, którzy tak właśnie rozumieją swój zawód. Taki jest młody nauczyciel Pan Mark, którego Bram poznaje w dość dramatycznych okolicznościach.

Jednak pierwszy kontakt Brama Baasa ze szkołą spotyka za sprawą Pana Rybki. Bez pedagog bez poczucia humoru, sztywny, nadmiernie wymagający, z objawami wypalenia zawodowego. Zdaje się uważać, że wszyscy uczniowie powinni wyrosnąć na podobnych odpowiedzialnych, przewidywalnych i spokojnych obywateli, jak on sam.

Wychowawca Brama to nauczyciel tak zły, że aż karykaturalny. Gdybym sam nie znał podobnej nauczycielki – pomyślałbym że scenarzystka ma zbyt wybujałą wyobraźnię. Pan Rybka i podobni nauczyciele nie dopasowują systemu do dzieci ale dzieci wtłaczają w schematy. Dzielą dzieci na “grzeczne” i “niegrzeczne”. Stosują mechanizmy wykluczenia, jak ośmieszenie w oczach klasy. Uśredniają wszystkich uczniów do “średniej krajowej”. Nie ma miejsca ani na tych, którzy wyrastają ponad przeciętność, jak i tych, którym trudno nadążyć za grupą. Jeśli jakieś dziecko nie mieści się w formatce pana Rybki – tym gorzej dla ucznia. Bram się nie mieści, więc sytuacja ma dla chłopca przykre następstwa.

Wyleczyć “szkołoanginę”
Spotkanie Brama Baasa z Panem Rybką nie mogło mieć pozytywnych rezultatów. Jego przebieg i konsekwencje budują główny wątek fabuły. Bez zdradzania jej szczegółów można stwierdzić, że negatywne emocje buzują we wszystkich możliwych konfiguracjach: nauczyciel-uczeń, rodzice-dziecko, mama-tata, nauczyciel-rodzice. Podejmowane próby dostosowania rzeczywistości do ideału kończą się fiaskiem. Chyba wszyscy bohateriowie zarażają się szkołoanginą. W wersji filmowej to symulacja choroby przez Brama, aby uniknąć pójścia do szkoły. Według mojej interpretacji to choroba duszy, podczas której pacjentowi “robi się niedobrze” kiedy pomyśli o lekcjach. Tak na pewno się czuli Bram i jego rodzice. Mało tego – w realnym świecie naprawdę mogłyby u chłopca wystąpić dolegliwości psychosomatyczne.

Myślę jednak, że również Panu Rybce było nieobce uczucie mdłości przed perspektywą spotkania z niesfornym uczniakiem. Pozytywna zmiana następuje dopiero za sprawą Pana Marka, który potrafił zdiagnozować przyczynę szkołoanginy i starał się kreatywnie leczyć patogenną sytuację. Oczekiwany happy end mieścił w sobie także przemianę Pana Rybki, który okazuje się być zdolnym do wyjścia poza wcześniejsze schematy.

Niesforny Piotruś
Czy przebieg fabuły “Niesfornego Brama” był realistyczny? I czy może byći adekwatny do realiów naszego szkolnictwa?

Myślę, że sam problem kłopotliwego dziecka przedstawiono dość wiarygodnie. Byłby jeszcze bardziej prawdopodobny, jeśli w klasie byłoby jeszcze ze czterech takich hiperaktywnych Bramów. I może dodatkowo ze dwóch “klasowych geniuszy, którzy większość zadań rozwiązują szybciej – a potem się nudzą i frustrują. Jestem przekonany taka klasa wyda się znajomą sporej części polskich pedagogów.

Problem z Panem Rybką też nie wydaje się być wyimaginowany. Wielu doświadczonych pedagogów jest zaskoczonych, jak bardzo obecni uczniowie są różni od poprzedników sprzed 10 lat. Dzieci są bardziej pobudzone, zróżnicowane, asertywne. Mądry pedagog poprosi o wsparcie – np. pedagoga szkolnego i zastosuje się do dobrych rad. Głupi nauczyciel będzie próbował zapanować nad sytuacją jak pan Rybka zapanować krzykiem i represjami.

A filmowe rozwiązanie problemu? Cóż, w polskich realiach część rozwiązań Pana Marka jest niemożliwa do przeprowadzenia. Przepisy prawne nie pozwalają np. wypuścić nadaktywne dziecko, żeby samo się wybiegało na boisku. Pomysł, żeby rozwiązanie poszukać we wpuszczeniu w takiej sytuacji “świeżej krwi” koliduje z Kartą Nauczyciela. Ale część pomysłów jest zgodna np. z ideą nauczania zintegrowanego, gdzie w klasach I-III nie ma sztywnych ram lekcji. Podejrzenie jak Pana Marek radzi sobie z Bramem mogłoby się więc okazać dobrą podpowiedzią dla rodziców i nauczycieli niesfornych Piotrków i Małgoś. A na pewno obejrzenie holenderskiego obrazu pomogłoby im spojrzeć trochę inaczej na swoje dzieci i uczniów.

Film trafił do polskiej dystrybucji w lutym 2015 r. dzięki kampanii „Dzieciaki na horyzoncie”. Można go było zobaczyć na festiwalu „Kino Dzieci”.Niestety nie można go zobaczyć w legalnych źródłach internetowych w systemie VOD, ale pojawia się w kinach studyjnych w całym kraju.

Materiały do analizy psychologicznej po obejrzeniu filmu przygotowane przez „Kino Dzieci”.

tytuł: Niesforny Bram (Brammetje Baas)
reżyseria: Anna van der Heide,
scenariusz: Tamara Bos
zdjęcia: Jan Moeskops
muzyka: Fons Merkies
czas trwania: 83 min.
produkcja: Holandia, 2012
obsada: Coen van Overdam (Brammetje Baas, Katja Herbers (Els Baas – mama), Tjebbo Gerritsma (Jaap Baas – tata), Roosmarijn van der Hoek (Kim Baas – siostra), Isabelle Smit (Liselore Luisjes), René Groothof (nauczyciel Pan Vis/Pan Rybka), Egbert Jan Weeber (nauczyciel Pan Mark), Ria Eimers (Dyrektorka)

Komentarze

Komentarze