Uczniowie i ryby. TataF

Po Internecie krąży zdjęcie kartki z sali gimnastycznej udostępnione przez aktora Marcina Perchucia. To znany “żart”, w którym  nauczyciele WF zakazują zadawać “głupie pytania” typu “czy dzisiaj gramy” albo “czy dzisiaj wyjdziemy na boisko”. Część rodziców i nauczycieli opowiada się po stronie autorów listy zakazów. To zwolennicy zasady, że “dzieci i ryby głosu nie mają”. Tyle, że czasy się zmieniły. Zamiast jednej “ryby”  mamy “tuńczyki”, “turboty” czy “pangi”. A i dzieci zupełnie inaczej zadają “głupie pytania”.

 

Pamiętam jednego z licealnych nauczycieli, który był w stanie wrzasnąć “mordy w kubeł”, kiedy za bardzo wzrósł gwar w klasie. U dyrektora tego samego liceum na lekcji biologii słychać było dźwięk długopisów sunących po zeszytach. Wiadomo było, kto tu rządzi.  Z drugiej strony wspominam WF-istkę z podstawówki, która rzucała piłkę mówiąc “pograjcie sobie chłopcy” i szła do kantorka. A chłopcy sobie grali.

Głupie pytania

To oczywiście ekstremalne sytuacje. Jednak szkolne zasady przed 30 laty były jasne. Po pierwsze – nie gadamy na lekcji. Po drugie – nauczyciel jest szefem, i jak powie “cisza”, to ma być cisza. Podobnie jak przy stole rodzinnym. “Nie odzywaj się, kiedy dorośli rozmawiają”. “Dzieci i ryby głosu nie mają”. Pamiętamy? Obowiązywał “naturalny” dystans między światem dorosłych i dzieci. Na pytanie dziecka “dlaczego” odpowiadało się “nie dyskutuj”. Taaaak. A w sklepach spożywczych można było kupić “rybę” albo “karpia”.

W tym czasie świat się zmienił, nie tylko pod względem dostępnego asortymentu ryb. Coraz więcej dzieci od swoich rodziców uczy się, że po pytaniu “dlaczego” dostają stosowną odpowiedź. Nawet jeśli pyta tak “głupio” jak “dlaczego dzisiaj mam ubrać te butki” albo “dlaczego mam odrabiać zadanie domowe”.

Pojawiające się co pewien czas dyskusje – takie jak wokół zdjęcia p. Perchucia – udowadniają, że niektórzy rodzice i nauczyciele zostali w autorytarnym PRL. Chcieliby aby było jak kiedyś. Jeśli uczeń chce się odezwać na lekcji, powinien podnieść palec do góry i wskazany do odpowiedzi udzielić jej składnie i z sensem. A przede wszystkim na temat. Wszelkie spontaniczne pytania zakłócają tok lekcji. Kto z Was tak uważa niech podniesie rękę do góry.

No właśnie. Jak wybrzmiał jeden z sarkastycznych głosów w “WF-owej”  dyskusji : “Lekcja trwa 45 min. Pytania skracają czas, w którym trzeba jeszcze sprawdzić obecność i tym podobne. Są zajęcia pozalekcyjne, na których można wykazać swoje zaangażowanie oraz zająć się tym, co lubi się bardziej. Ale dobrze, możemy twierdzić, że zabieranie połowy lekcji na pytania, czy mamy przebrać się w strój do ćwiczeń przed lekcją wuefu (przed polskim czy mamy wejść do klasy i usiąść, a na basenie, czy mamy ubrać stroje kąpielowe) wynika oczywiście z zaangażowania i chęci wyciągnięcia jak najwięcej z danej lekcji.”

Upadek kaprala

Co więc jest inaczej? Przecież dzieci tak naprawdę tak samo zadają “głupie pytania”, jak przed 30 laty. Kiedyś jednak łatwo było je podczas lekcji spacyfikować i przestawały pytać. A teraz? Nauczyciel przestał być – mówiąc mądrze o. Bocheńskim – autorytetem deontycznym. Czyli takim, gdzie nauczyciel ma rację dlatego, że pełni funkcję nauczyciela. Czasem był autorytetem ze względu na sankcję – nawet jeśli uważam inaczej robię jak każe  (ze względu karę lub nagrodę, którą dysponuje). Podobnie jak słuchany jest kapral w wojsku wydający nawet durne rozkazy. Kiedy indziej auczyciel może być autorytetem deontycznym ze względu na dążenie do wspólnego celu (jak marynarze słuchający kapitana na statku w niebezpieczeństwie – żeby użyć znowu przykładu o. Bocheńskiego).

Nie miejsce tutaj na analizę, z czego  “upadek autorytetu nauczyciela” wynika oraz ocenę – czy to dobrze, czy źle. Wspomnę tylko o tym, że uczniowie generalnie przestali się bać nauczycieli, złych ocen, uwag w dzienniczku. Z kolei mało który uczeń jest na tyle dojrzały, że widzi związek przyczynowo-skutkowy między dążeniem do zdobycia wiedzy i podporządkowaniem autorytetowi. I to pod warunkiem, że chce dążyć do wiedzy, a nie idzie do szkoły “bo trzeba”.

Słowo nauczyciela

Cóż więc pozostaje? Autorytet epistemiczny. Zacytujmy dosłownie o. Bocheńskiego: “ktoś jest dla mnie autorytetem wtedy i tylko wtedy, kiedy mam przekonanie, że daną dziedzinę zna lepiej ode mnie i że mówi prawdę”. Nauczyciel stając przed uczniami powinien zatem pokazać się jako ekspert. Nie tylko od nauczanego przedmiotu, ale też od dydaktyki. Trzeba zainteresować uczniów, pokazać, że coś jest “fajne” i przydatne. Mówiąc ich językiem i wykorzystując różne formy dotarcia.I to w dodatku w sytuacji, gdzie jeden uczeń jest mniej, a drugi bardziej zdolny. Gdzie może się zdarzyć kinetyk, którego roznosi w ławce.

Niemożliwe? Raczej trudne, ale znam nauczycieli mojej 11-letniej F, którzy “dawali radę” (pozdrawiam np. p. Przepierską czy p Rotnicką ze Społecznej Jedynki w Poznaniu). Tacy pedagogowie zdają sobie sprawę, że cisza w klasie zainteresowanej tematem jest nienaturalna. Na sprawdzianie? Jasne. Ale podczas pasjonującej lekcji?

No ale jako się rzekło eksperckość nie wystarczy. Trzeba jeszcze mówić prawdę. Czyli wchodzić w dialog z uczniem, nie tylko mówić, ale rozmawiać. Odpowiadać nawet na najbardziej banalne pytania. Dociekać, dlaczego myślą i zachowują się tak, a nie inaczej. Jak głosił Janusz Korczak “mówiłem nie do dzieci, a z dziećmi, mówiłem nie o tym, czym chcę, aby były, ale czym one chcą i mogą być”.

Może gdyby zapytać dlaczego dzieciaki “przeszkadzają w lekcji”, można ustalić racjonalny powód, dlaczego w klasie jest hałas. Albo dlaczego uczniowie odwlekają początek zajęć “głupimi pytaniami”.  Podam kilka potencjalnych powodów, jakie usłyszałem w podobnej sytuacji od 11-letniej córki i jej znajomych. “Nie rozumiem, a pani nie potrafi wytłumaczyć”. “Zrobiłem zadanie szybciej niż inni i się nudziłem”. “Koleżanka nie rozumiała i tłumaczyłam jak zrobić to zadanie”. “Nie wiedzieliśmy co będzie na WF i kłóciliśmy się, w co będziemy grali”.  Brzmi sensownie?

Może więc WF-iści z mema p. Perchucia powinni więcej rozmawiać ze swoimi uczniami, dlaczego zadają takie “durne pytania”?

TataF

Komentarze

Komentarze