Od rodziców z wyrazami wdzięczności albo żegnamy wychowawcę

Nie wiem, jak bym zachował się na miejscu wychowawcy, jeśli dostałbym od rodziców moich uczniów prezent warty tyle, co jedna trzecia mojej pensji. Na przykład porcelanę sygnowaną marką na literkę R. Nie mam jednak zbyt dobrego zdania o nauczycielach, dla których nie jest to problem. Jeszcze gorzej jednak myślę o rodzicach uczniów, którzy stawiają wychowawcę swoich dzieci w podobnej sytuacji.

Ta chwila musiała w końcu nadejść. Zostało nieco tylko ponad 30 pozycji na taśmie czasu z której odcinam każdy dzień pozostały do końca trzeciej klasy mojej córki. Nie płaczę po nocach w poduszkę z tego powodu, że pożegna ona swoją pierwszą w życiu szkolną wychowawczynię. Cóż, nie ukrywam, że nie darzę “pani od edu” zbyt ciepłymi uczuciami. Uważam, że jest kiepskim dydaktykiem i zupełnie beznadziejnym wychowawcą. Uznaję więc, że mogę być uprzedzony. Dlatego sprawę prezentu dla nauczycielki na zakończenie edukacji wczesnoszkolnej traktuję być może zbyt ostro. Jednak konsultacje z kilkoma zaprzyjaźnionymi nauczycielami utwierdziły mnie w mojej opinii. Fundowanie drogich prezentów osobistych nauczycielom jest zupełnie nie na miejscu.

Porcelana Pandory
Część rodziców w klasie F jest zachwyconych obecną wychowawczynią. I to z tego grona wyszedł pomysł, żeby podarować kilka elementów z kompletu eleganckiej porcelany. Z tej samej linii, z której nauczycielka otrzymała upominek cztery lata temu. Podczas spotkania w gronie większości rodziców wyraziłem wątpliwość mało subtelnie: “nie uważacie, że to przeginka kupować taki drogi prezent?” Zagłuszyło mnie chóralne “nieeee” kilkorga z nich. Zgłaszane przeze mnie takie alternatywy, jak eleganckie markowe pióro na literkę W – zostały odrzucone w eliminacjach.

Niedawno sytuacja się skrystalizowała. Pomysłodawczyni zaproponowała dwie wersję porcelanowych upominków. Pięć elementów – dwa talerzyki, dwie filiżanki i dzbanek do kawy. Ewentualnie sam dzbanek. Koszt pierwszej opcji? Drobne 960 zł, a drugiej jedynie 480 zł. Przekazała także informację, ze cztery lata temu ów upominek składał się z 10 elementów. Koszt według dzisiejszych cen? Jakieś 1300 złotych.

Zatkało mnie. Przypomniałem sobie wszystkie artykuły o pazernych nauczycielach, którzy przyjmowali upominek w postaci mebli, pralki czy telewizora. Tłumaczyłem sobie wówczas, że to tabloidowe zmyślenia i przeinaczenia. A teraz sam stanąłem wobec tak krępującej sytuacji. Postanowiłem się nie angażować i nie dorzucam się do prezentu z literką R. Będzie kupowany w wersji rezerwowej. Bo część rodziców stwierdziła, że wydawanie tak niebagatelnych pieniędzy jak w opcji droższej, to jednak “jest przeginka”. Cóż, dobre i to. Ja z chęcią zapłacę składkowo za kwiaty i np. pamiątkowy prezent od uczniów taki jak ręcznie wykonany album albo fotoksiążka.

Krucha sytuacja
Jednak problem pozostaje. Bo jeśli rodzice chcieliby zgodnie kupić wychowawcy nowe Porsche Cayenne – kto bogatemu zabroni? Jak ma zachować się w tej sytuacji nauczyciel? Przecież dostaje wynagrodzenie za swoją pracę, prawda? To nie tylko szkolny problem. Firmy komercyjne różnie sobie radzą z prezentami na różne okazje od dostawców przekazywanych dla zarządu i decydentów. Jedna z podpoznańskich firm na przykład rozlosowuje podobne upominki gwiazdkowe między wszystkich pracowników poza managementem. A jeśli ktoś przyjmie po kryjomu “gifcik”? Mówią “adieu” – bo pan prezes, pomysłodawca systemu, jest Francuzem.

Jak zatem nauczyciel ma zachowywać się, kiedy dostaje kruche drogocenne cacka w prezencie? Cóż – jeśli już dostał, mleko się wylało. Przecież nie wypada obdarowanemu odesłać paczuszki do nadawców. Ufam, że obecna pani wychowawczyni cztery lata temu zachowała się tak jak trzeba. Jednak w tym roku na jej miejscu, nauczony doświadczeniem, raczej delikatnie zasugerowałbym zawczasu, aby zadowoleni z edukacji \i majętniejsi rodzice na przykład zainwestowali w rzutnik lub tablicę multimedialną dla zerówki obejmowanej przez wychowawczynię.

Myślę, że w każdej szkole przydałyby się też czyste reguły – coś w rodzaju kodeksu czy poradnika etycznego, ogłoszonego przez radę pedagogiczną lub dyrekcję szkoły. Powinny obowiązywać reguły jasne i znane wszystkim zainteresowanym – i nauczycielom i rodzicom. Jestem w stanie zaakceptować nawet osobiste prezenty typu talon na biżuterię. Dobrym wyznacznikiem jest tutaj kwota 200 złotych, do której obdarowany nie musi płacić podatku dochodowego. Pytanie tylko, czy tak naprawdę największym problemem jest duża wartość upominku? Pewna mama ucznia, z zawodu sędzina, powiedziała: “gdyby po procesie któraś ze stron przyniosłaby prezent, to chyba bym wezwała policję”.

Komentarze

Komentarze