Nauczyciel to stan umysłu

Rekonstrukcja rządu nie przyniosła zmian w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Nazwisko minister Anny Zalewskiej nawet nie pojawiało się na medialnej giełdzie “ministrów do wymiany”. Wychodzi na to, że edukacja polska rośnie w siłę, a nauczycielom żyje się dostatniej. Za stabilność swego stanowiska minister Zalewska powinna najgoręcej podziękować nauczycielom. Może czas się czegoś nauczyć od lekarzy?

Na początku grudnia 2016 roku Instytutu Badań Pollster, SE.pl  i Super Express ogłosiły wyniki sondażu oceniającego ministrów rządu premier Beaty Szydłio. Ministrowie zdrowia i edukacji znaleźli się w połowie stawki “ministrów do wymiany”. Minister Zalewską chciało odwołać z rządu 7 proc., a ministra Radziwiłła 8 proc. respondentów. Pikuś w porównaniu z pierwszą piątką “najgorszych” ministrów (od 46% do 13% niezadowolonych). Jednak w gmachu przy Miodowej pojawił się nowy szef, a na alei Szucha bez zmian.

Czy trzeba mówić większymi literami? Szanowni nauczyciele. Jeśli macie jeszcze jakąkolwiek nadzieję, że ktoś przejmuje się Waszą opinią – najwyższy czas ją porzucić. Jesteście piłeczkami żonglowanymi przez kolejnych polityków, od lewa, przez środek, po prawicę. To się nie zmienia od lat i się nie zmieni. Chyba, że zmienicie się Wy sami. A na to się nie zanosi. Jest wiele powodów, dla których nauczycielstwo polskie jest traktowane jako przedmiot, a nie podmiot w zmianach systemu edukacji. Warto przypomnieć sobie te najważniejsze.

Reputacja

Studia medyczne są ciężkie, idzie na nie najlepsza młodzież,  a jako lekarze absolwenci muszą pracować ponad siły za psie grosze. W dodatku wykonując odpowiedzialną pracę. Nauczycielem może zostać każdy, a praca w szkole jest lekka – mało godzin, dużo wakacji. Utrzyma się w niej nawet największy leń. To stereotypy, które utrzymują się od lat – mimo, że można zakwestionować większość z powyższych tez. Nikt jednak nie będzie wyszukiwał samodzielnie do porównania  zarobków lekarzy stażystów i nauczycieli stażystów. Ani zarobków lekarzy ze specjalizacją i nauczycieli mianowanych. To trzeba profesjonalnie zakomunikować, by w ten sposób pozyskiwać sympatię opinii publicznej. Realizować badania opinii, analizy statystyczne, kampanie społeczne, aktywność lobbystyczną wśród polityków rządu i opozycji. Jednak nie pamiętam, żeby środowisko nauczycielskie podejmowało jakiś przemyślane działania związane ze świadomym i długofalowym budowaniem swojego wizerunku. Jeśli jednak nawet środowisko komorników zaczęło prowadzić profesjonalną aktywność public relations, może i czas nauczycielom wyjść z kąta?

Bierność

Nie martwię się, że byłoby co świadomie komunikować, nawet jeśli aktywność public relations opierałaby się wyłącznie na “zarządzaniu kryzysowym” – akcjach na negatywne komunikaty w mediach i social mediach. Tak, jak reaguje środowisko lekarskie na każdy negatywny komunikat (przypomnijmy serię reakcji na słowa ministra Dorna “pokaż lekarzu, co masz w garażu”).  Na razie działa stara zasada – jak sam się nie będziesz szanować, to nikt nie będzie cię szanować. Każdy wie, że może nauczycielowi w twarz napluć, a środowisko udaje, że to tylko naturalne opady toksyczne. Przypomnijmy te wszystkie bzdury o zarobkach nauczycieli, czasie pracy czy wzroście etatów w związku z aktualną reformą. Spotykają się z jakąś sensowną reakcją? Może ktoś pozwał dziennikarza czy urzędnika za oszczerstwo z tytułu  artykułu 190, 212 czy 226 kodeksu karnego lub wymusił sprostowanie nieprawdziwych informacji? A może powołać Redutę Obrony Dobrego Imienia Nauczycieli i reagować na każdy atak w sposób spokojny, ale stanowczy?

 

Belferskość

 Największym problemem komunikacyjnym środowiska nauczycielskiego jest ignorowanie największego sojusznika, który może stać się największym wrogiem. To kwestia po części wieku nauczycieli. Młodzi nauczyciele to jedynie 2% populacji. Jednak ważniejsza jest mentalność części nauczycieli, którzy uważają komunikację z rodzicami za zło konieczne. Trzeba raz na miesiąc lub dwa spotkać się na wywiadówce, wysłać “librusem” uwagę (rzadziej pochwałę) i temat załatwiony. Panie i panowie, czasy się zmieniły i rodzice się zmienili. Żaden tata i mama nie powie swojemu dziecku “nauczyciel ma zawsze rację”. Nauczyciele i dyrekcje szkół niestety często zapominają, że mają drożne kanały do budowania swojego wizerunku i budowania relacji z rodzicami. Mamy te wszystkie dzienniki elektroniczne, strony www, fanpejdże na Facebooku. Czy nie mogą służyć także budowaniu wizerunku całego środowiska w relacjach partnerskich z rodzicami?

 

Liderzy

Inna rzecz, że chyba nie ma komu prowadzić (zlecić) profesjonalnych działań public relations czy lobbingowych. Kto pamięta twarz, albo chociaż nazwisko szefa  nauczycielskiej Solidarności – ręka do góry. No właśnie. Rozpoznawalny za to jest Sławomir Broniarz – szef Związku Nauczycielstwa Polskiego od dwóch dekad, ale to akurat żaden atut. Wystarczy wysłuchać wypowiedzi publicznych, żeby ocenić poziom charyzmy, komunikatywności i siły przekonywania lidera ZNP. Dla odmiany posłuchajmy wypowiedzi młodych liderów Porozumienia Rezydentów z fali jesiennych protestów. Czy nie warto, aby powstało jakieś Porozumienie Młodych Nauczycieli, które byłoby bardziej wiarygodnym głosem środowiska, niż zawodowy związkowiec?

 

Pasja

Może kogoś zaskoczę, ale największym mankamentem przeciętnego nauczyciela jest także jego największa zaleta. Czyli – nazwijmy to szumnie – miłość do zawodu. Ktoś, kto idzie uczyć do szkoły, naprawdę rzadko idzie tam przypadkowo. Owszem, funkcjonują kiepscy nauczyciele, dla których edukowanie  dzieci i młodzieży to męczarnia.  Jednak jestem przekonany, że w dużej części środowisko pedagogiczne lubi swoją pracę. Wprowadzenie gimnazjów? Likwidacja gimnazjów? Młodsze dzieci do szkół? Co chwilę zmiany programowe? Podręczniki pisane na kolanie? Idiotyczne przepisy organizacyjne? Trudno. Jakoś to trzeba znieść. Jak problemu nie można przeskoczyć – trzeba go obejść. Przecież uczniowie nie mogą ucierpieć przez to, że na Szucha urzędnicy są kompletnie oderwani od rzeczywistości. “Będę pracować więcej” – jak orwellowski koń Boxer.

 

Nie chcę postulować, żeby nauczyciele mniej kochali swój zawód. Może jednak warto, aby tupnęli nogą, bo ileż można pływać w kisielu? Chciałbym, żeby nauczyciele uświadomili sobie, że dbając o swój interes, zadbają także lepiej o uczniów., Tak jak lekarze rezydenci, którzy bardak w służbie zdrowia umiejętnie wykorzystali do zadbania o własny interes, głosząc postulaty uzdrowienia całego systemu. Tak, to jest coś, czym przejmuje się opinia publiczna, a w ślad za tym każda władza. To właśnie jest moc, która usuwa złych urzędników z ministerialnych stołków.

Sebastian Szczęsny

Komentarze

Komentarze