Nauczyciel gimnazjum o „dobrej zmianie” w edukacji

To co MEN uznaje za wadę gimnazjów, czyli częste zmiany otoczenia, sami gimnazjaliści uważają za zaletę – pisze Krzysztof Tucholski, nauczyciel Gimnazjum Nr 1 z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Luboniu koło Poznania.  Ocenia planowaną reformę z perspektywy ucznia gimnazjum, biorąc pod uwagę jego rozwój społeczny.

Jeśli uważasz, że reforma oświaty Ciebie nie dotyczy, to jesteś w błędzie. Jeżeli jeszcze nie masz dzieci, prawdopodobnie będziesz je miał. Jeżeli Twoje dzieci już skończyły swoją przygodę z edukacją, to Twoje wnuki mogą odczuwać efekty złej reformy w wykonaniu PiS. Jako pracodawca również będziesz odczuwał skutki radykalnych zmian w oświacie. Wniosek jest następujący: wszystkim powinno zależeć na dobrym systemie oświaty w Polsce, a według mnie ten temat jest bagatelizowany przez media i społeczeństwo.

Słowem wstępu

Ze względu na to, że odzwyczailiśmy się od czytania długich tekstów, napiszę tylko o tych kwestiach, które nie funkcjonują w debacie publicznej o reformie systemu oświaty. Dlatego pomijam takie ważne kwestie jak: problemy logistyczne związane z łączeniem szkół, problemy finansowe związane z funduszami europejskimi, kwestię zatrudnienia nauczycieli gimnazjów, kwestię rzekomej akceptacji reformy przez nauczycieli, kwestię nauczania przedmiotowego i interdyscyplinarnego, marginalizację przedmiotów przyrodniczych i informatyki. Napiszę o tej reformie z perspektywy ucznia gimnazjum, biorąc pod uwagę jego rozwój społeczny.

Czy gimnazjum jest aż takie złe?

Kiedy mówię komuś, że pracuję w gimnazjum, spotykam się z dość powtarzalną reakcją. Grymas na twarzy, konsternacja i pytanie “To musi być strasznie trudne, nie?”, albo “Jak ty sobie tam z nimi radzisz?”. Wygląda to tak, jakby gimnazjaliści w oczach mojego rozmówcy byli jakąś bandą rozwydrzonych bachorów. Myślę, że wielu nauczycieli spotyka się z podobnymi rekacjami. Jestem również przekonany, że samo słowo “gimnazjum” ma konotację negatywną. Skąd się to bierze?

Otóż odkąd sięgam pamięcią, w mediach pojawiały się negatywne informacje na temat gimnazjów. Dowiadywaliśmy się z nich, że uczniowie gimnazjów biorą narkotyki, nakładają nauczycielom śmietniki na głowę. Dowiedzieliśmy się również że gimnazjaliści uprawiają grupowy seks bawiąc się “w słoneczko”. Biorąc pod uwagę fakt, że przeciętny obywatel czerpie wiedzę na temat gimnazjów właśnie z mediów, nie jest niczym nadzwyczajnym, że ma na ich temat negatywną opinię.

Tymczasem moje doświadczenia pracy w gimnazjum (a pracowałem w 3 szkołach tego typu) są naprawdę dobre. Uczniowie są kulturalni i uczynni. Są to bardzo często ludzie z pasją, poszukujący zainteresowań. Angażują się w wolontariat. Chętnie się uczą tego co uważają za istotne i ważne (sztuką nauczyciela jest pokazać, że pewne treści są jednak im niezbędne). Odnoszą się z szacunkiem do nauczycieli i innych pracowników szkoły. Oczywiście nierzadko zachowanie gimnazjalisty jest głupkowate, ale jest to typowe dla tego wieku. Zdarzają się również trudne sytuacje. Jednak jestem przekonany, że wynikają one z etapu rozwojowego i sytuacji rodzinnej, a nie z typu szkoły.

Co młodzieży daje gimnazjum?

Rozmawiałem na ten temat z samymi gimnazjalistami, których MEN o zdanie nie pytał. Mówią, że gimnazjum przede wszystkim daje możliwość zbudowania swojego wizerunku na nowo. Wchodząc do nowej szkoły jest się kimś zupełnie nowym, można od początku siebie stworzyć, na nowo nawiązać relacje z rówieśnikami. O tym mówi bardzo wielu uczniów, którzy przyznają, że w szkole podstawowej często byli kozłami ofiarnymi, chcieli się wyrwać z tego środowiska, a gimnazjum im to umożliwiło. Częsta jest również sytuacja, w której uczniowie notują znaczącą poprawę ocen w gimnazjum. Przykładem tego jestem ja we własnej osobie. Szóstą klasę szkoły podstawowej skończyłem ze średnią 3.7, natomiast pierwszą klasę gimnazjum zamknąłem ze średnią 5.1. Może gdyby nie gimnazjum i zmiana otoczenia, nigdy bym nie skończył studiów i nie pracował w szkole? Kto wie.

To co MEN uznaje za wadę gimnazjów, czyli częste zmiany otoczenia, sami gimnazjaliści uważają za zaletę. Mówią, że współczesny świat wymaga od ludzi umiejętności szybkiej adaptacji do nowego otoczenia, a gimnazjum im to umożliwia. Jest to tak oczywiste i trafne, że nie będę drążył dalej tego tematu. Gimnazjaliści również twierdzą, że przebywanie z tymi samymi nauczycielami przez 8 lat w szkole podstawowej nie dałoby im możliwości poznawania innych nauczycieli. Innymi słowy, zabrałoby im możliwość poznawania poglądów innych ludzi, w przeciwieństwie do gimnazjum.

Oczywistym jest, że “szkoła szkole nierówna”. Są to instytucje zarządzane przez dyrektorów, którym się chce albo nie chce pracować. Są to instytucje, w których pracują nauczyciele mniej lub bardziej zmotywowani. Jak to się ma to likwidacji gimnazjów? Głównym kryterium wyboru szkoły podstawowej jest odległość i łatwość dojazdu ze względu na wiek dziecka. Jakość tej szkoły jest kryterium ważnym, ale często z powodu braku logistycznej możliwości posłania dziecka do lepszej szkoły, rodzice posyłają je do najbliższej szkoły. Nie ma w tym nic dziwnego. Jednak gimnazjalista jest już na tyle samodzielny, że może sam dojechać do szkoły znajdującej się nieco dalej od miejsca zamieszkania. Innymi słowy, rodzice i ich dzieci mogą wybrać gimnazjum, jeżeli te najbliższe z jakiegoś powodu im nie odpowiada. Zawsze lepiej jest mieć wybór, niż go nie mieć.

Gimnazjaliści również mówią, że problem różnego typu używek nie jest problemem szkoły, tylko wieku. Jeżeli piętnastolatek będzie chciał zapalić papierosa, wziąć dopalacz albo wypić pół litra nad Wartą to zrobi to, niezależenie, czy będzie w ośmioletniej szkole podstawowej czy w gimnazjum. Nawiązując do tematu używek i wszelkich problemów typowych dla wieku gimnazjalnego muszę napisać, że przez 17 lat istnienia gimnazjów, to właśnie dyrektorzy i nauczyciele tych szkół stali się specjalistami w rozwiązywaniu tego typu problemów. Każdy wiek ma swoje typowe problemy, do których rozwiązywania potrzebni są doświadczeni ludzie, a to właśnie nauczyciele w gimnazjach są najlepszymi specjalistami do pracy z młodzieżą gimnazjalną. MEN zapewne wysunie następujący kontrargument: “Przecież nauczyciele z gimnazjów będą pracowali w szkołach podstawowych albo liceach z młodzieżą w tym samym wieku.” Ja wtedy zapytam: “To po co ta zmiana? Czy aby na pewno wszyscy nauczyciele będą pracowali po tej reformie? Czy potencjał, który był budowany przez 17 lat istnienia gimnazjów nie zostanie utracony?”

Gimnazjaliści również mówią o nagłym przeskoku w podejściu do ucznia, jaki może nastąpić pomiędzy ośmioletnią szkołą podstawową a czteroletnim liceum. Gimnazjum teraz stanowi swoisty bufor pomiędzy światem dzieci i dorosłych. Gimnazjaliści, z którymi miałem przyjemność rozmawiać, obawiają się, że adaptacja w liceum po długiej i monotonnej szkole podstawowej może być niezwykle trudna.

Co po reformie?

Zastanówmy się, co w zamian za gimnazjum daje nam nowa reforma w wykonaniu PiS? Zdaję sobie sprawę, że w polskiej szkole jest wiele obszarów wymagających poprawy, ale poprawiać, nie znaczy wyrzucać na śmietnik i niszczyć 17 lat doświadczenia nabytego w obecnie działającym systemie. Dlatego apeluję do władnych tego kraju, usiądźmy i porozmawiajmy. Zależy przecież nam na tym samym, zależy nam na przyszłości tego narodu, a edukacja jest fundamentem tej przyszłości. Niestety, według mojej oceny, reforma oświaty w wykonaniu PiS może cofnąć nas w rozwoju o wiele lat.

Krzysztof Tucholski,
nauczyciel języka angielskiego
w Gimnazjum Nr 1 z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Luboniu

 

 

Comments

comments