Lektury szkolne – najlepszy generator memów?

“Kończ Waść, wstydu oszczędź”. “Krokodyla daj mi luby”. “Moralność Kalego”. “Mieć globusa”. To tylko kilka z memów współtworzących coś, co nazywamy polskością. Nie śmiesznych obrazków wirusowo rozchodzących się w Internecie, ale jednostek informacji kulturowej według definicji biologa Richarda Dawkinsa. Jeśli z programów nauczania znikną obowiązkowe lektury, zniknie też wspólny nam Polakom kod kulturowy. Znikną memy polskości. Czy naprawdę tego chcemy?

silaczka-mem

Po co jest nam potrzebny kanon lektur szkolnych? Może lepiej skasować ministerialny wykaz i oddać całą inicjatywę przy wyborze lektur w ręce nauczycieli języka polskiego? Jest to jakieś rozwiązanie, chociaż kiedy przypomnę sobie absolwentkę polonistyki, która nie przeczytała ani strony z “W pustyni i w puszczy”, to nachodzą mnie pewne wątpliwości. Jeśli pozostaniemy przy liście lektur obowiązkowych, powinniśmy się pogodzić z tym, że będą tam pozycje z serii “jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca” (o, kolejny mem rodem z lektury szkolnej).

Lekko, łatwo i przyjemnie

Można łatwo przytoczyć listę zarzutów wobec kanonu lektur obowiązkowych. Wszystkie da się zawrzeć w dwóch obiekcjach. Po pierwsze anachronizm wielu pozycji wyrażany przestarzałym językiem, promowaniem przestarzałych idei czy prezentowanie realiów obcych młodym czytelnikom. Czyli – uczniowie się namęczą czytając i w dodatku niewiele z treści są w stanie same zrozumieć. Po drugie – lektury szkolne zniechęcają do czytania, bo są nudne, odbiegają mocno od tego, co dzieci i młodzież chciałyby czytać i co czyta poza lekcjami.

Jako ojciec dziesięcioletniej uczennicy zgadzam się z oboma zarzutami. Lektura “Zaczarowanej zagrody” Państwa Centkiewiczów to dla kilkulatka naprawdę spore wyzwanie. Jednak chwileczkę, przecież mówimy o kanonie lektur dla klas od czwartej “w górę”. Wcześniej rzeczywiście najważniejsze jest pokazanie, że czytanie jest fajne, że przyswajanie wiedzy może ciekawe (podobnie jak w przypadku innych treści nauczania początkowego). Jeśli jednak do końca trzeciej klasy uczeń nie polubi czytania, to i później ma na to słabe szanse. Mam właśnie taki kłopot – córka czyta bez kłopotu, ale i bez przyjemności. Nie lubi czytać i już. Stało się tak, mimo że od wczesnego dzieciństwa zasypiała słuchając czytanych książek z wielką przyjemnością. Być może jeśli inny byłby dobór lektur, to i jej postawa była inna. Jeśli zaś dziesięciolatek trafił na fajnego nauczyciela nauczania wczesnoszkolnego, na przystępne i interesujące lektury szkolne? Pewnie wtedy polubił czytanie, zatem w późniejszym wieku “da radę” i trudniejszym pozycjom.

Niezależnie od postawy ucznia, nieunikniony będzie w starszych klasach kłopot z pojawianiem się “staroci” językowych i merytorycznych w lekturach. No ale przecież od tego są lekcje związane z omawianiem lektur, prawda? Nie zapominajmy, że poza książką i czytelnikiem mamy tutaj także do czynienia z nauczycielem, z żywym przewodnikiem po lekturach.

Można rzecz jasna inaczej, tak aby zawsze lektury nie sprawiały uczniowi większego kłopotu. “Wyczyścić” kanon z – przyznaję – kłopotliwego czasami bagażu “Siłaczek”, “Winicjuszów”. “Katarynek” czy ”Janków Muzykantów”. Pozostawić same “Dynastie Miziołków” i “Magiczne drzewa”, dokładając w opróżnione miejsce różne “Gry o Tron” albo “Harrych Potterów”. Na pewno będzie łatwiej – nauczycielom, uczniom, rodzicom. Mało tego, jestem zdania, że można w oparciu o taki kanon lektur wykształcić mądrych, wrażliwych i wartościowych ludzi i obywateli. Pytanie tylko, czy oni nadal będą jeszcze Polakami? Będą mówić po polsku. ale czy będą po polsku też myśleć?

Komu potrzebny jest Polak?

Słowo “naród” obecnie często brzydko się kojarzy – z ksenofobią, przemocą i brakiem kultury. Dla mnie jednak polskość ma swoją wartość. Naród jest dla mnie czymś więcej, niż społeczeństwem – żyjącym tu i teraz. Jest dla mnie wspólnotą przodków, obecnego pokolenia i potomków. Nie rozumiem narodu etnicznie, lecz kulturowo – jako grupę osób połączonych wspólną tożsamością narodową. A tej nie ma bez poczucia wspólnoty kulturowej, porozumiewania się wspólnym kodem kulturowym, innym niż w domiennzch wspólnotach narodowych. Do tego właśnie potrzebna jest znajomość kanonu lektur. Tak, aby memy polskości znajdowały kolejne nośniki i były przenoszone w przyszłość przez kolejne pokolenia.

Jak już wspomniałem, pozostaje pytanie zasadnicze – czy chcemy, by nasze szkoły kształciły jedynie dobrych obywateli Rzeczpospolitej Polskiej, czy także świadomych przedstawicieli narodowości Polskiej. Wszystko zależy od przyjętych kryteriów. Prof. Przemysław Czapliński,, literaturoznawca z UAM w Poznaniu na przykład twierdzi, że szkolne nauczanie literatury nie powinno zmierzać do wyprodukowania „obywatela”, „Polaka” czy „patrioty”. Jest zdania, że jej celem powinno być wyprodukowanie “człowieka zdolnego samodzielnie uczestniczyć w komunikacji – zdolnego samodzielnie patrzeć, myśleć, interpretować, słuchać, rozumieć, mówić. Potrafiącego wypowiadać się we własnym imieniu i szanującego imiona cudze”. Jeśli zgodzimy się z tym założeniem, w kanonie lektur nie musi figurować ani jedna polska książka. Można też odrzucić wszystkie pozycje powstałe w mniej lub bardziej zamierzchłej przeszłości. Przecież można podobny efekt osiągnąć, zapoznając uczniów ze współczesną literaturą spisaną oryginalnie w języku angielskim, francuskim czy niemieckim.

Jeszcze 20 lat temu, może nawet 10 lat temu mogło się wydawać, że właśnie w takim kierunku świat zmierza. Że nastąpi koniec narodów, rozmyjemy się wszyscy w europejskości. Obwieszczaliśmy koniec historii i szukaliśmy tego, co nas łączy ponad granicami. Byłoby idealnie, prawda? Jednak przebieg zdarzeń minionych kilku lat pokazuje, że narody nie przepadną w odmętach dziejów. Że poszczególne narody twardo bronią swojego interesu nomen-omen narodowego. Albo więc zadbamy o to, żeby budować wspólnotę kulturową Polaków, albo żaden inny naród po nas nie zapłacze.

Może więc uczmy nasze dzieci magii od Ambrożego Kleksa, a nie od Harrego Pottera?

Czytać czy przerabiać?

Chciałbym podkreślić, że nie mam złudzeń co do zainteresowania uczniów PRZECZYTANIEM wszystkich lektur z kanonu. Nawet ci, którzy lubią czytać, w wielu przypadkach obejda niektóre pozycje szerokim łukiem. Będą czytali bryki, streszczenia. Będą poprzestawali na ekranizacjach. Będą przerzucali po kilka stron, zatrzymując się tylko na wybranych fragmentach – np. tych omawianych na lekcjach. Będą zapoznawali się z adaptacjami w formie powieści graficznych – czyli komiksów. Będa chodzili do teatru zamiast czytać teksty dramatów. W najlepszym przypadku wysłuchają audiobooków. Pytanie czy to naprawdę wielka tragedia?

Sam jestem idealnym przykładem takiego ucznia zbuntowanego wobec kanonu lektur. Czytałem zawsze kilogramy książek, mniej i bardziej wartościowych. Te z listy lektur obowiązkowych zwykle czytałem albo zanim były przerabiane – jak powieści Sienkiewicza , albo długo potem – jak opowiadania Czechowa. Części utworów nie tknąłem i pewnie nie tknę. Jednak mimo, że nie przeczytałem “Nad Niemnem”, potrafię do dzisiaj streścić dzieje Bohatyrowiczów i miewam czasami “globusa”. Dlaczego? Bo “przerabialiśmy” rozbudowany kanon lektur obowiązkowych. Tak było, jest i będzie, niezależnie od tego, jakie lektury wpiszemy do kanonu. Przecież o lekturach opowiadają na lekcjach żywi ludzie. jeden nauczyciel lubi Żeromskiego, inny nie cierpi pozytywizmu. Nikt przecież nie powiedział, że znajomość lektur szkolnych musi być apologetyczna. Dyskutujmy o postawach. Rozmawiajmy z uczniami, które z nich są anachroniczne albo wręcz szkodliwe. Interpretujmy. Uczmy myślenia krytycznego. Odwołujmy się do tu i teraz. Zajazdy szlacheckie, a poszanowanie Polaków wobec prawa w oparciu o “Pana Tadeusza” i doniesienia medialne o sporze wobec Trybunału Konstytucyjnego? A może wymarzona szkoła w oparciu o twórczość J.Brzechwy i J.K. Rowling?

Tak, chciałbym, żeby moja córka także znała te wszystkie trudne, nudne i przestarzałe lektury. Żeby były “przerabiane” na lekcjach polskiego. Żeby mogła w porozumiewaniu się ze swoimi wnukami używała tych samych memów, które znali także moi dziadkowie.

Sebastian Szczęsny

Comments

comments