Kucając przy dziecku – recenzja filmu “Svein i szczur”

Kilkuletni chłopak siedzi na toalecie i się załatwia. Za chwilę efekt jego działań kamera widzi w zbliżeniu. To pierwsza scena filmu. Zaraz potem animowana czołówka pokazuje drogę kupy do oczyszczalni ścieków. W norweskim filmie “Svein i szczur” nic nie jest takie, jak w “klasycznym” kinie familijnym. Za to kilkuletnie dziecko świetnie odnajdzie się w świecie skandynawskiego miasteczka zawieszonego w czasie i przestrzeni.
Główny bohater filmu ma na imię Svein (Thomas Saraby Vatle) i liczy kilka lat – siedem, osiem, może dziewięć. Żyje w niewielkim miasteczku gdzieś w Norwegii, chodzi do szkoły i ma szczura Halvorsena. Chłopak przyjaźni się z kolegą z klasy Danem (Luis Engebrigtsen Bye), z którym dzieli upodobanie do gryzoni. Szczur przyjaciela nazywa się James Bond i jest znacznie mniej kłopotliwy. Bo Halvorsen to nie Stuart Malutki. Nie mówi, nie nosi ubrań, nie przeżywa miliona przygód. Po prostu jest zwierzątkiem domowym, które wymaga opieki. Bo jeśli nie jest dopilnowany, to zaczyna broić. Przegryzie kabel albo zrobi dziurę w rurze od pralki. To wpadnie do zupy, to narobi bałaganu biegnąć po stole ze śniadaniem. Jest na tyle bezczelny, że przegryzie przewód od anteny w trakcie ważnego meczu. Wróć. Nie jest bezczelny. Nikt z autorów filmu nie atropomorfizuje na siłę zwierzątka. Ono zachowuje się zgodnie z instynktem.

Skandynawia i reszta świata
Nie bez przyczyny przywołałem przed chwilą amerykański przebój o małej myszce, która stała się członkiem ludzkiej rodziny. To świetny film. Jest diametralnie inny od “Sveina i szczura”, ale podobny do mnóstwa innych dobrych filmów rodzinnych produkowanych w większości krajów świata. Ich klasa polega na tym, że opowiadamy historie w taki sam sposób jak dorosłym, tylko lepiej. Wstęp, rozwinięcie, kulminacja, finał. Galopujący kadr za kadrem, scena za sceną. Efekty specjalne i fabuła wirująca jak szalony bąk. Wystarczy, aby filmowcy pożonglowali tymi schematami, a od razu jest to traktowane za nowatorskie ujęcie. Nie czepiam się, nie wartościuję. Po prostu stwierdzam fakt. Takie filmy są chętnie oglądane przez większość rodziców i dzieci i nie ma w tym nic złego.

Długo zastanawiałem się, co takiego jest w skandynawskich filmach dla dzieci, że tak bardzo różnią się od “reszty świata”. To przykucnięcie. Kiedy dorosły rozmawia z małym dzieckiem, zwykle po prostu stoi. Kiedy chce okazać zainteresowanie – pochyla się w jego kierunku. Klasyczne kino rodzinne to takie pochylenie się w kierunku młodego widza. Jeśli jednak ktoś chce zbudować dobrą relację z młodym człowiekiem o wzroście metr z małym haczykiem, wtedy powinien przykucnąć. W tej pozycji widzi się świat z perspektywy dziecka. Można spojrzeć mu w oczy. Patrzeć na usta kiedy mówi, bez zmuszania go do spoglądania wzwyż. I właśnie z tego punktu widzenia budowana jest opowieść w wielu skandynawskich filmach dla młodych widzów. Kilkuletnie dzieciaki nie razi przecież naturalizm ocierający się o skatologię. Wizyta w muzeum kupy jest niemiła głównie z tego powodu, że “inne dzieci były na wycieczce w muzeum czekolady”. A nie dlatego, że kupa jest tabu. Jeśli przyjmiemy punkt widzenia dziecka, film okazuje się trafiać z łatwością nie tylko do młodych widzów, ale jak się okazuje zwraca też uwagę rodziców.

Szczury i ludzie
W obrazie “Svein i szczur” świat pokazany jest właśnie takim, jakim widzi go dziecko. Mniej ważne są dla takiego widza szczegóły zakotwiczające zdarzenia w czasie i przestrzeni. Oczywiście widać słabość twórców skandynawskich filmów do idealizowanej przeszłości małych miasteczek w latach 50-tych, 60-tych, 70-tych. Elementy świata sprzed epoki tabletów, płaskich telewizorów i komórek pojawiają się w wielu filmach dla dzieci, chociażby znanej szwedzkiej serii o Patyku. W świecie Sveina większość pokazywanego świata odwołuje się do minionej epoki. Wskazują na nią archaiczne telewizory, ubiory dzieci, szkolne tornistry, brak nowoczesnych gadżetów. Jednocześnie znajdziemy w filmie odwołania do współczesności – jak modele samochodów czy dygresja o konsoli do gier. Wszystko filmowane w niespiesznym tempie i pastelowych obrazach kojarzących się z filtrami vintage na Instagramie.

A co najbardziej się liczy dla młodego człowieka? Najważniejsze są relacje międzyludzkie. To, jak je buduje z rodzicami, przyjaciółmi, kolegami z klasy, nauczycielami i innymi obcymi pojawiającymi się na życiowej drodze. Svein uczy się układać je w zderzeniu z kłopotami, których źródłem jest Halvorsen. W końcu większość z nas – bohaterów filmu i widzów, szczurów nie darzy zbytnią sympatią. Przed chłopakiem pojawia się zatem mnóstwo dylematów. Czy uda się przekonać zdenerwowanych rodziców, że dla kłopotliwego ulubieńca jest jednak miejsce w rodzinie? Czy Melisa (Celine Louise Dyran Smith), nowa dziewczynka w klasie, będzie lubiła gryzonie? Czy przygotowanie Halvorsena do konkursu dla zwierząt może być przyczyną zerwania przyjaźni? Jak odnaleźć się wśród kolegów, którzy uznają właścicieli gryzoni za równie odrażających, jak same szczury? Czy da się przekonać nauczycieli, że Halvorsen jest dającym się lubić pupilem?

Żyj i daj żyć szczurom
Fabuła “Svein i szczur” nie jest oczywista. Nie daje prostych odpowiedzi. Nie rysuje świata w czarno-białych barwach. Nawet pozytywni, kilkuletni główni bohaterowie nie zachowują się tak, jak przystoi grzecznym dzieciom z hollywoodzkich obrazów. Svein, Dan i Melisa zachowują się po prostu tak, jak w życiu zdarza się to im równieśnikom. Czasem postępują słusznie, czasem robią błędy. Zdarza się, że nie reagują na ewidentne zło – jak oszukanie przez sprzedawczynię w sklepie zoologicznym niewidomego klienta. Mało tego, incydent są w stanie wykorzystać do szantażu. Cóż, samo życie.

“Svein i szczur” nie niesie także oczywistego “amerykańskiego” morału. Sukcesem nie okazuje się zwycięstwo, ale odstąpienie od – nomen omen – “wyścigu szczurów”. Zamiast pozytywistycznego przesłania “ludzie polubcie szczury”, odnajdujemy liberalną konkluzję “jedni ludzie lubią szczury, inni nie – ale nie ma w żadnej z postaw nic złego”. Jest więc pochwała przyjaźni, rodzinnego ciepła, ale i poczucia odpowiedzialności. W końcu większość kłopotów Sveina wynika z faktu, że nie zajmował się Halvorsenem tak, jak powinien.

Dobra, nieoczywista fabuła skupiona na psychologicznych relacjach między bohaterami oraz brak dydaktycznego smrodku to, chyba najważniejsza zaleta zarówno filmu “Svein i szczur”, jak i wielu innych skandynawskich obrazów. Moim zdaniem wynika to z faktu, że wiele z nich opartych jest na znakomitej literaturze dla dzieci ze Szwecji, Finlandii, Danii i Norwegii. Od kilku lat książki te znane są i w Polsce – m.in. dzięki wydawnictwom “Zakamarki” i “Dwie Siostry”. Ale znajdziemy wiele znakomitych powieści także powstałych a naszym kraju, w których dorosłym autorom udało się ugiąć kolana i spojrzeć dziecku prosto w oczy. Jeśli więc chcemy mieć własne oryginalne filmy dla dzieci – to może warto zainteresować filmowców “przykucniętymi” publikacjami?

Film można oglądać w kinach studyjnych i lokalnych w całej Polsce podczas Festiwalu Kino Dzieci 2014, jest też dostępny na platformie ipla.tv (4,90 PLN za 48 h dostęp)

tytuł: Svein i Szczur (Svein Og Rotta)
reżyseria: Vibeke Ringen,
scenariusz: Marit Nicolaysen, Siv Rajendram oraz Kristin Ulseth
zdjęcia: Marius Johansen Hansen
muzyka: Stein Berge Svendsen
czas trwania: 72 min.
produkcja: Norwegia, 2006
obsada: Thomas Saraby Vatle (Svein), Luis Engebrigtsen Bye (Dan), Celine Louise Dyran Smith (Melissa), Benjamin Gulli (Kim), Miriam Sogn (Mor), Aslag Guttormsgaard (Far), Rasmus Hoholm (Magnus), Jan Gunnar Roise (Trumma), Marie Louise Tank (Rektor), Havard Lilleheie (Konferensier), Bjarte Hjelmeland (Snorre), Janny Hoff Brekke (Dani Dyrebutikk), Severin Eskeland (Johnny), Steinar Sagen (Blind mann), Tina Lovberg (Monica)

Komentarze

Komentarze